Dawno mnie tak nie ucieszyła informacja o powstaniu nowego kościoła. Nie chodzi o jakiś super, specjalny, nowoczesny kościół.
Kilka tygodni temu poświęcony został na Kubie pierwszy po rewolucji kościół. Sam dowiedziałem się o tym kilka dni temu. Po „rewolucji” w 1959 r. komunistyczne władze pod wodzą Fidela Castro zakazały budowy wszelkich obiektów kultu religijnego. W wielkich miastach na Wyspie, Hawana, Camaguey, Santiago de Cuba, Santa Clara, nowe dzielnice nie posiadają nawet skromnych kaplic. Kościół, poświęcony 24 lipca b.r. powstał w Cayo Espino (diecezja: Bayamo – Manzanillo), na terenie prowincji Granma, ziemi, na której przed ponad 50 laty rozpoczynała się krwawa kubańska rewolucja. Prawdopodobnie świątynia została ufundowana przez Niemców i może pomieścić ok. 80 wiernych. Kubańska prasa pisze jedynie o rekonstrukcji dawnej kaplicy, chcąc w ten sposób umniejszyć historyczne znaczenie zbudowania pierwszego po rewolucji kościoła.
Nie wiemy jak długo Kubańczycy czekać będą na pełną wolność obywatelską i religijną, wolność słowa i zrzeszania się, wolność słuchania radia (z Florydy, skąd nadają nieocenzurowane radiostacje emigracyjne) i podróżowania. Pierwsza nowa świątynia w państwie, deklarującym się do niedawna oficjalnie jako ateistyczne, to jak pierwszy przebiśnieg, zielone drzewko na spalonym stepie. Wielkie sprawy zaczynają się od małych znaków, tak czytam ten nowy kościółek na Wyspie. Każde pobożne westchnienie w intencji dalszych dobrych znaków na Kubie, ma znaczenie.

