Piątek 31 grudnia 2021
Na koniec Roku Pańskiego 2021 pozwalam sobie na krótką wycieczkę w przeszłość oraz rzut oka na nasze środowisko wolontariatu. Centrum Wolontariatu ma swoje korzenie w ub. wieku, zainicjowaliśmy je pod koniec 1999 r., przy pełnym poparciu abpa Józefa Życińskiego oraz dzięki mądrym radom dwóch gości – Stasia Gawrońskiego i Kuby Wygnańskiego. Ten pierwszy nie mówi w ogóle po polsku, jest krewnym bł. Pier Giorgio Frassatiego (ten, co palił fajkę), a 22 lata temu przewodniczył prawie milionowej rzeszy wolontariuszy pomagających przy obchodach Jubileuszu 2000 w Rzymie. Z kolei Kuba rozkręcał pierwsze pokolenia ochotników miłości bliźniego w stolicy. Staś teraz wykłada na jednym z najstarszych katolickich uniwersytetów w Rzymie (LUMSA) oraz prowadzi wiele znakomitych dzieł w Italii. Kuba, dwoi się i troi w Fundacji Stocznia. Tuż po śmierci Jana Pawła II narodziło się Stowarzyszenie Solidarności Globalnej, coś w rodzaju ministerstwa spraw zagranicznych w lubelskim wolontariacie.
Przez te lata przewinęły się w naszym ruchu tysiące ludzi, nie tylko Polaków, byli i są ze wszystkich kontynentów poza Antarktydą – tak podpowiada mi komputer, bo przecież nie moja pamięć. I zagościliśmy z naszą posługą wszędzie poza wspomnianą Antarktydą.
Muszę z uznaniem podziękować za nasz wolontariat, za te 22 lata. Są w nim – lub byli – uczniowie, studenci, dorośli, rodzice i dziadkowie (a nawet był chyba jeden pradziadek, Leszek, ponad 80-letni wolontariusz, genialny, w programie wspierania „dzieci ulicy”), wszelkie kolory skóry, dziesiątki języków i miliony genialnych pomysłów oraz fantastycznych wpadek, o czym na końcu. Oczywiście nasz wolontariat to, oprócz dowódców i frontowych żołnierzy, tworzycie także i Wy, czytelnicy, sponsorzy, darczyńcy, sympatycy, doradcy, krytycy, sceptycy, entuzjaści, pomagacze i przeszkadzacze. Dziękuję, brawo!
Na koniec jedna ciekawostka i kilka zabawnych sprawek. Ciekawostka jest taka, że do niedawna nasze Centrum Wolontariatu miało wśród swoich członków prawdziwego biskupa! I to nie w roli prezesa czy choćby zastępcy, ale szeregowego członka, to bp Adam Bab. Przed najbliższym walnym zgromadzeniem złożył rezygnację z członkostwa w stowarzyszeniu, z powodu „nadmiaru innych obowiązków”. Prawda, liczba wizytacji, poświęceń obiektów przeróżnych i bierzmowani jest przerażająco długa. Niemniej, bp Adam zapoczątkował – jako zwykły ksiądz jeszcze – nasze misje na Kubie, pomagał powodzianom w Niemczech (2002) i tłumaczył rozrabiakom z lubelskiego śródmieścia, że nie powinni przeklinać. Bezskutecznie, ale przecież miłość tego nie gwarantuje.
Teraz historie zabawne. Działanie naszych wolontariuszy przypomina trochę gości wyjeżdżających z drogi podporządkowanej na główną bez przestrzegania pierwszeństwa przejazdu. Ale to się udaje, wszak Pan Bóg strzeże.
Przykład? Proszę bardzo. Jedna z moich bliskich współpracowniczek odpowiedzialna była za organizację Wigilii dla setki bezdomnych, uchodźców, byłych więźniów i ubogich. Dogadaliśmy się z dyrektorem jednej ze szkół w pobliżu kościoła gdzie najpierw modliliśmy się. Ale na osiedlu są dwie szkoły, o tym samym imieniu (dawne gimnazjum zmieniło się w podstawówkę). I dziewczyna zadzwoniła do owego dyrektora, umówiła się w celu dogrania szczegółów, po czym pomyliła szkoły i znalazła się przed drzwiami dyrektora tej drugiej placówki. Z gabinetu wyszedł pan i grzecznie zapytał:
– W czym mogę pani pomóc?
– Jestem umówiona z dyrektorem.
– To ja, o co chodzi?
– To nie pan, na pewno.
– Nie ja? Hm, może z którymś moich zastępców? Jak się nazywa?
– Nie pamiętam.
– Dobrze, a jak wygląda?
– Jest młodszy od pana ..
– Cholera, piękny komplement przed Świętami, a może coś więcej?
– Ma więcej włosów niż pan.
– Taak, cudownie, a jakieś inne szczegóły?
– No tak, jest wuefistą.
– A! To Wojtek, proszę stąd wyjść, skręcić w prawo, po 500 metrach w lewo i tam znajdzie pani swojego dyrektora. Młodszego ode mnie i z liczniejszymi włosami. A skąd pani jest?
– Z wolontariatu.
– Wesołych Świąt, fajnie się z panią rozmawiało.
Uczta wigilijna przebiegła wytwornie i doskonale pod względem organizacji. Brawo!
Inna koordynatorka wypaliła kiedyś:
– No nie, ja się tak nie bawię! Na przyszłość proszę, aby informacje zwrotne przekazywać mi przed wydarzeniem, a nie dopiero po jego zakończeniu…
Drugie osiągnięcie dotyczy rewolucji w różańcu. Dane mi było podróżować z ową damą samochodem do Warszawy (rzecz jasna, radia nie włączałem …). No i odmawiamy sobie różaniec, pięć klasycznych tajemnic bolesnych, a ja po 5-tej dodaję: „Szósta tajemnica bolesna, syn św. Weroniki idzie do wojska …”. A panna od razu „Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario …” Potem już nie wytrzymałem ze śmiechu i tłumaczę dziewczęciu, że to był żart, a ono: „Oj, bo ja myślałam, że ten Franciszek znowu coś wymyślił …”
Trzecie osiągniecie, podczas rozwiązywania krzyżówki (przeze mnie wymyślonej), dziewczyna miała odgadnąć hasło – „Kończyny wolontariusza”, na cztery litery. I od razu wypaliła: „Uszy!”
Dobrego Sylwestra!


