Kazanie na Świętą Rodzinę 26 grudnia 2021
W Kościele Katolickim mamy dziś Niedzielę Świętej Rodziny, wypiera ono tradycyjnego Szczepana przez układ dat w tym roku. I ja zatem, kazanie o rodzinach głoszę.
Spacerowałem wiele lat temu po ul. Pogodnej w Lublinie, na końcu jest tam Dom Dziecka, spacerowałem z jedną z zaprzyjaźnionych rodzin czeczeńskich uchodźców. Kiedy zobaczyli dzieci zaczęli pytać skąd one się tam wzięły, przydała mi się znajomość rosyjskiego, wyjaśniłem, że mieli kiepskich rodziców albo ich stracili. I wtedy przybysze z Kaukazu, muzułmanie, opowiedzieli kawałek pięknej historii swojego narodu.
W Czeczenii do roku 2001, do przegranej drugiej wojny z Rosją Putina, nie było ani jednego domu dziecka. Jeśli ginęli rodzice, dzieci przygarniali wujkowie, dziadkowie bądź dalsi krewni. Islam – lub jego kaukaska interpretacja – mówi, że przygarniając sierotę zdobywasz wielkie błogosławieństwo Allacha. I pomyślałem sobie, w katolicyzmie mamy instytucję matki i ojca chrzestnego. Większość dzieci z naszych domów dziecka i sierocińców (blisko 90 000) ma ciocie, wujków, dziadków lub babcie oraz chrzestnych, którzy deklarowali w dniu chrztu troskę o trzymane na rękach dzieci. Pobożny zwyczaj a wiara i czyny, to jednak różne rzeczy.
Marną pociechą jest fakt, że za rządów Kadyrowa (starszego i obecnie panującego młodszego), Czeczenia już dorównuje Polsce i Europie. Nasza cywilizacja, zbudowana na przykazaniu miłości bliźniego wypycha dzieci do gett, w postaci tzw. „Domów Dziecka” czy sierocińców, a cywilizacja budowana na Koranie przygarnia je i chroni. Naprawdę wierzymy, że kto przyjmuje „jedno z tych maluczkich” Jezusa Chrystusa przyjmuje?
Mam wielki przywilej przyjaźnić się w kilkoma rodzinami, w których Boża Miłość otworzyła ich serca i domy, przyjęli nie zrodzone z nich dzieci, jak swoje a może i jeszcze mocniej. Tekst piszę późno, nie chcę pytać o zgodę na opublikowanie ich nazwisk, podam imiona tylko.
Zbyszek z Anią do grana swoich pięciorga dzieci przyjęli i wychowują trójkę rodzeństwa z familii, w której nie miałyby szans ani na edukację ani na lepszą przyszłość.
Maria, samotna, dziennikarka, wyrwała z tzw. domu dziecka maleńką Agnieszkę, teraz cieszy się już wnuczką. Nie było łatwo, Agnieszka była co najmniej figlarna. Po jednej z kłótni Maria zażądała, żeby córka ją przeprosiła, a ta, owszem, rano przed szkołą napisała mydłem na lustrze w łazience – „Przepraszam Cię, Ty małpo!” Forma dyskusyjna, ale przeprosiła, spełniła prośbę matki.
Wreszcie Ewa i Leszek, dramat i niemal symfonia. Ewa adoptowała Kasię, potem Kasię poślubił Tomek, z początku nie mieli dzieci, więc adoptowali Brygidę. Pan Bóg to zobaczył i dał im jeszcze dwójkę własnych dzieci. Kasia z Tomkiem giną w wypadku samochodowym, rodzice Tomka adoptują dwójkę młodszych dzieci swojego syna, a Ewa – już z Leszkiem – małą Brygidę, teraz ta panna już studiuje ambitnie w królewskim Krakowie. Symfonia miłości i wielkości serc!
Koniec kazania, miłość wszystko wyjaśnia.


