WIGILIA Z AFGAŃCZYKIEM

Środa 22 grudnia 2021

Jeszcze a propos Wigilii, wspomnę jedną, bodaj sprzed dwudziestu lat, wyjątkową i bardzo pouczającą.

Trafił na mnie młody Afgańczyk, muzułmanin, ale taki jak większość z nas katolików, którzy coś tam, gdzieś tam ale i tak żyją po swojemu. Wysłał go do mnie profesor z KUL, wiedział, że lubię obcych. Przez telefon umówiłem się z Azizem, nie znał Lublina, pod Major House, czyli pod ratuszem. Ale on i tak przydreptał pod Nature House, na szczęście obydwie firmy były niedaleko od siebie. Znalazłem Aziza, niewysoki, uprzejmy bardzo.

Przyleciał do Polski, do Lublina, dzięki Internetowi i ziołom. Internet podpowiedział mu, że najtańsze studia w Europie, to filozofia po angielsku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, wypełnił formularz, zapłacił ileś tam dolarów i wyruszył. Pierwszy rok edukacji w mieście nad Bystrzycą opłacił mu brat, który wedle Aziza zajmował się „plants breeding”, czyli hodowlą roślin, przez grzeczność  nie uściślałem, czy chodzi o cannabis (marihuana) czy o haszysz. Dla uniwersytetu chyba nie miało to znaczenia, wymagana kwota wpłynęła na właściwe konto.

Pierwsza rozmowa z Azizem była olśniewająca. Zapytał mnie czy jest w Europie, potwierdziłem, ale zaznaczyłem także że w Polsce. On na to, że rozumie, bo w Afganistanie jest również wiele plemion, mówiących różnymi językami. Ja na to, że zgoda, Europa to taki inny Afganistan, paplający raz po niemiecku, częściej po angielsku, a w Lublinie przeważnie po polsku, choć  z zaśpiewem zabużańskim. Mój Afgańczyk, dziecko Internetu, zapytał czy do Ameryki lepiej jechać z Lublina koleją czy samochodem. Zgodnie z moją wiedzą oświeciłem młodzieńca, że ma do wyboru samolot lub statek.  Skrzywił się, bo latanie wzbudza mu kiszki, a miesiąc w kajucie to za długo.

Zaprosiłem go na Wigilię, na której były katolickie siostry betanki, jakieś rodzeństwo z Domu Dziecka i dwoje bezdomnych. I zaczęło się.

Po pierwszym daniu, chyba był barszcz, Aziz wstał i najgłośniej jak umiał beknął.  Dowiedziałem się potem , że w jego plemieniu jest to wyraz uznania dla smakowitości spożytego dania.  Po drugiej potrawie, karpiu w czymś tam, Aziz beknął ponownie, wskutek czego najmłodsza z sióstr pobiegła natychmiast do łazienki, stamtąd za klauzurę i nawet nie miała sił, aby zwlec się na Pasterkę.

Uwielbiam międzynarodowe Wigilie, choć od tamtej z Azizem, nie spożywałem żadnej z Afgańczykiem, na pewno zaś z kimś z jego plemienia.

Link do ostatniej odsłony rekolekcji jest tutaj:

Teraz o naszej Wigilii z odrzucanymi, z prośbą o wsparcie.

W czasie naszej Wigilii zasiądziemy w zaprzyjaźnionej szkole do Wieczerzy, zasiądziemy oczywiście z osobami bezdomnymi, byłymi więźniami, ubogimi i uchodźcami przebywającymi w Lublinie, w sumie sto (100) osób, bo na tyle pozwalają przepisy pandemiczne. Zasiądziemy, mam na myśli wolontariuszy i siebie samego. Koszt jednego posiłku i upominku dla każdej z tych stu osób, wynosi 87 zł. Nie pytajcie mnie dlaczego tyle, tak wyliczyły moje koleżanki, wysokiej klasy specjalistki. Jeśli możecie ufundować jedne  czy więcej takich pakietów po 87 zł, to bardzo proszę i zarazem bardzo dziękuję, niżej jest numer konta do tego celu. I oczywiście Wieczerzę spożyjemy  wieczorem 24 grudnia

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.