Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię o tym, że nie będzie żadnego nadzwyczajnego znaku objawiającego Boga, od razu przypominam sobie fragment z Norwida – „Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie; Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie; Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem”.
Nie jesteśmy lepsi od słuchaczy Jezusa, też chcielibyśmy mieć jakiś znak, najlepiej jeszcze jakiś prywatny, ale taki do pochwalenia się – „Zobacz, co dostałem z nieba, od Pana Boga …”
Tymczasem Pan Bóg po Swojemu (a nie wedle naszych życzeń) staje się obecny. A to bociany śpieszy do odlotów, by za miesiąc zerwały się w kierunku Nilu, a to pszczołom każe do cna nektar z kwiecia lipowego wyzbierać, a to znowu sypnie zaraz meteorami w ciemne noce.
I ludzi dobrych stawia co dzień przy nas, ludzi, co dobrze poradzą, wspomogą, wysłuchają, zrozumieją i jeszcze posiedzą drugą godzinę przy herbacie.
Pan Bóg objawia się po Swojemu, przeważnie woli milczeć. Objawia się po Swojemu, trochę po Norwidowemu.
Ewangelia na dziś:
Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział:
«Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.
Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon».
(Mt 12,38 – 42)


