W środę 3 czerwca wirus odebrał życie 23 osobom w Polsce, to najwięcej od 2 tygodni. To jakiś sygnał, że nie jest jeszcze dobrze. Dodać trzeba, że zapewne jakaś liczba zmarłych umyka statystykom, co jest oczywiste.
Jasne, że potrzebne są takie czy inne regulacje prawne, zmierzające do opanowania sytuacji. Jednak żaden dekret czy przepis nie nakaże włączenia rozumu i krytycznego myślenia. Współczesność nauczyła – zwłaszcza najmłodsze pokolenia – że do życia wystarczy smartfon z Internetem. Na końcu dołączam mój dawny wpis o Internecie i mądrej (choć niekoniecznie wykształconej) góralce.
Nieużywanie rozumu podpowiada, żeby iść – w końcu – do kina, na mecze i koncerty. Całkowicie rozumiem te tęsknoty, ale na żadne powyższe imprezy nie pójdę. Nie jest to potrzebne ani do życia ani do szczęścia. W ogóle mam wrażenie, że na wszystkich dobrych filmach już byłem, tak samo jak na pięknych koncertach, a prawdziwe mecze piłkarskie zakończyły się jakieś 20 lat temu. Wtedy grali jeszcze ludzie, teraz główną rolę grają pieniądze.
Pomimo wszystko zachęcam, aby nadal nosić maseczki w miejscach gdzie spotkamy większe grupy osób, trzymać się tych 2 metrów (specjaliści mówią, że wystarczy 1 m 35 cm), jeszcze częściej i dokładniej myć ręce, jeść dużo witamin, dłużej spacerować, opowiadać same śmieszne historie.
A co z chodzeniem do kościoła? W maseczkach i 2 metry (no, niech będzie 1,35 m) od siebie. Pierwszą świątynią, którą możemy w każdej chwili nawiedzić jest nasze serce („Czyż nie wiecie o sobie samych, że Jezus Chrystus jest w was?” – 2 Kor 13,5).
Rozum jest darem Bożym, wartym wykorzystywania. A smartfony? O tym piszę już na samym końcu.
MĄDRA GÓRALKA
Jacyś cwaniacy umieścili w Internecie ofertę bardzo tanich turnusów w Zakopanem. Były nawet wizualizacje pensjonatu, pokoi i łazienek, przykładowe i wypasione menu. Trzeba było tylko przy rezerwacji wpłacić chyba połowę sumy, jakieś dwie stówki. Chętni zapłacili i pojechali do Zakopca, a tam żadnego pensjonatu, że o łazience nie wspomnę. Reporter, który badał sprawę, zapytał góralkę, co myśli o sprawie. Góralka zaś mniej więcej skomentowała tak:
– Panie, Internet Internetem, ale rozum trza mieć. Jak czegoś nie ma, to nie ma. Jak nie ma pensjonatu, to nie ma. A jak se cepry wykupili spanie w Internecie, to niech tam śpią teraz! Niech se tam teraz jedzą w tym Internecie i sikają i się kąpią. No, panie, Internet! Rozum to trza mieć!
ENTER ZAMIAST AMEN
Zauważyłem, że smartfon stał się dla wielu ludzi reżyserem ich życia. Rezonans na działanie tego małego urządzenia staje się celem samym w sobie. Właściwie obserwuję zjawisko posługiwania się ludźmi przez smartfony, tak nie pomyliłem się – nie tyle ludzie posługują się smartfonami, co smartfony posługują się ludźmi. Przy czym nie sądzę, że działa tu jakiś spisek twórców aplikacji, raczej następuje mimowolne podporządkowanie się „mocom” techniki.
Kilka dni temu dzwonię do pewnej pani (poważnej), nie odbiera. W niecałą minutę otrzymuję smsa: „Kończy się komunia św., za 10 minut oddzwonię”. Inna pani (mniej poważna) stwierdziła, że w sytuacjach, które można nazwać intymnymi, zawsze tak ustawia smartfon, żeby móc od czasu do czasu spojrzeć na jego ekran. Historie śmierci wyreżyserowane przez telefony komórkowe, poprzez pisanie/odbieranie wiadomości w trakcie jazdy samochodem, wchodzenie pod pojazdy przy przeglądaniu portali internetowych, są dobrze znane. Prawdopodobnie liczba ofiar zamachów terrorystycznych byłaby niższa, gdyby w ich trakcie pierwszym odruchem uczestników było rzucanie się do ucieczki a nie sięganie po smartfon w celu uwiecznienia niezwykłych chwil.
Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy ktoś natrętnie zmusza nas – „Musisz to zobaczyć”, „Przestań teraz myśleć!”, „Wyjdź stąd!”. Oburzamy się, nikt nie będzie nam rozkazywał! Nikt, oprócz smartfonu. To jego funkcje – dźwięki, obrazy, teksty – powodują, że wybiegamy z ważnych spotkań, przerywamy wizyty, nie doczytujemy do końca artykułu. Jesteśmy na zawołanie smartfonu, jesteśmy jego sługami, gotowymi prawie zawsze zareagować na jego sygnał.
Postępujcie drogą miłości, zachęca Pan Bóg w Piśmie Świętym. No ale jak Panie Boże, jak? Jak, skoro znowu przyszedł sms (tylko z reklamą, ale zawsze coś)?
Poważny pan stoi pięć metrów przed ołtarzem, właśnie kończę modlitwę eucharystyczną (ta przed Ojcze Nasz). Szybko znajduje srebrny smartfon, zgrabnie wciska przycisk „Odbierz” i głośno rzuca: „Zadzwoń później, na mszy jestem”. A ja swoje – „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, prze wszystkie wieki wieków”. A lud Boży: „Amen”. Obawiam się, że kiedyś usłyszę „Enter”.


