No to mamy Wielki Post! Patrzę i słucham jak wielu z nas wierzących napina się i napręża. Niektórzy nie będą jeść słodyczy przez najbliższe 40 dni, inni nie tkną piwa. Nie są to ani akty religijne ani oznaki wiary, raczej jest to pobożna i nieszkodliwa gimnastyka. Co innego, gdy ktoś przeliczy te niezjedzone cukierki i niewypite piwa i zaoszczędzonym groszem wesprze ubogich. Bo z naszych niezjedzonych słodyczy i piw niewypitych, Pan Bóg korzyści nie ma. My tylko możemy sobie poprawić samopoczucie i pokazać Panu Bogu – „Zobacz! Widzisz Boże? Nie jem słodyczy! I nie piję piwa!” Na co pewnie Pan Bóg sobie pomyśli – „No, na pewno nie przytyjesz bez słodyczy, a bez piwa brzuch ci nie urośnie. Dbasz o figurę!”
I tak się czasem w tym Poście Wielkim napinamy, naprężamy i pokazujemy Panu Bogu i ludziom swoją pobożność, duchową moc i stalową wolę.
Myślę sobie, że w Wielkim Poście i w życiu w ogóle chodzi nie o to, aby się napinać i naprężać, ale o to, aby się w końcu – rozpiąć i rozprężyć. W końcu spróbować być sobą, nie udawać nikogo. Być sobą czyli naśladować Pana Jezusa, bo On za bycie sobą – człowiekiem i Synem Bożym – został zabity, na krzyżu.
Zatem, siostry i bracia, rozprężcie się i rozepnijcie! Kochajcie Pana Boga całymi sercami i ze wszystkich sił. Jedzcie cukierki i pijcie piwo, bo wszak mówi Pan Bóg – „Czy jecie czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Boga czyńcie” (1 Kor 10, 31). A jak nie jecie i nie pijecie, dajcie swoje grosze na ubogich.
A z gimnastyki polecam, 20 przysiadów po wstaniu z łóżka, potem przebieżka albo długi spacer na świeżym powietrzu.
Rzecz w tym, że powinniśmy być jak strzała w łuku, odprężona, wypuszczona z cięciwy, uwolniona, szybka, mknąca do celu. Do szczęścia. I do życia wiecznego.


