Pan zimorodek, widniejący na zdjęciu, wybrał sobie dziwne miejsce zamieszkania. Złowiłem go – aparatem – w środku Lublina, nad rzeczką Czerniejówką, zaśmieconą plastikami, puszkami po napojach, kartonami, złomem i wszelkim możliwym ludzkim syfem.
Ten cudownie wielobarwny ptak nawet wkomponował się w kolory ludzkiej głupoty. Zimorodki jadają płotki, ukleje, małe okonie, cierniki, raki oraz owady nadwodne, w Czerniejówce mają tylko te ostatnie.
Skrzydlaty cud w środku brudnego miasta, niedożywiony, ale śmigły i sprytny, wesoły, rozbrykany nad lubelskimi śmieciami, to jeden z najbardziej przekonujących dowodów, że Pan Bóg, pomimo naszej szarości, kocha nas nieskończenie. I kolorowo.


