Wiadomo, jestem księdzem, więc nieraz pytają mnie różni ludzie o sprawy, w których – ich zdaniem – powinienem być specjalistą i ekspertem.
Jeśli pada pytanie podstawowe – Czy Bóg istnieje? – najchętniej odpowiadam, że jakby nie istniał to by nam nawet to pytanie do głowy nie przyszło, poza tym nie byłoby ani pytającego ani potencjalnego odpowiadającego. Nie byłoby bardzo długich dni jak teraz (najdłuższych w całym roku), młodych żurawiąt domyślających się powoli po co im skrzydła ani nawet deszczu mokrego, soczystego i kroplistego. Ateizm bierze się z wrodzonych lub nabytych wad w dziedzinie słuchu, wzroku, węchu lub dotyku. I jest to pogląd do wybaczenia, ponieważ Nobody’s perfect, nikt doskonały nie jest.
Zdarzają się jednak, dość często, pytania, przy których już nie jestem chojrak. Ktoś mnie pyta – Jak będzie w niebie? A ja, nie dość, że nie wiem, to jeszcze nawet mnie to nie obchodzi. Odpowiadam zatem – W niebie będzie bosko! (tego akurat jestem pewien). A pytający strofuje mnie, żebym się nie wygłupiał. Na pytanie – Jak jest w piekle? – odpowiadam szczerze: Diabli wiedzą! Przy pytaniach o czyściec, nogi mam z waty, ale chętnie podaję numer do kapelana strażaków, który z ogniem znacznie częściej ma do czynienia ode mnie.
Kiedy ktoś z lekka uszczypliwie dopytuje się czy z poczęciem i narodzeniem Pana Jezusa było tak, jak mówią w kościele, odsyłam do kobiet, które w tej kwestii mają o wiele więcej do powiedzenia niż taki wyznawca celibatu jak ja. W kwestii tajemnicy Trójcy Świętej też nie jestem ekspertem, bo mam tylko jedną siostrę. Odnośnie aniołów, archaniołów i serafinów, uważam się za kompletnie niekompetentnego, bo absolutnie wystarczają mi ludzie dobrzy, radośni i pomysłowi.
Tak naprawdę, wiem na pewno jedno. Miłość jest najważniejsza. I często tak odpowiadam na pytania o Trójcę, niebo, aniołów, wcielenie i powstanie z martwych. Tak odpowiadam. Ale często słyszę, żebym się nie wygłupiał.

