kazanie na XIV niedzielę zwykłą
5 lipca 2009
Scena z dzisiejszej Ewangelii, prezentująca przemądrzałych pobratymców Jezusa, odrzucających Go, jest prawzorem wszystkich możliwych negacji Jezusa.
Już w samej Ewangelii znajdziemy wiele różnych powodów krytyki i odrzucania Jezusa. Dla jednych był zbyt boski, dla drugich zbyt ludzki. Jednym nie podobało się to, że jadał i pijał, innym, że czynił cuda i odpuszczał grzechy. Jednym zdawał się być oszołomem i krętaczem, inni byli przekonani, że zwariował („odszedł od zmysłów”) lub miał konszachty z szatanem („Belzebuba ma w sobie”). Część uznawała, że jest bezbożny (bo kpił sobie ze „świętego prawa”), część, że był religijnym liberałem, a inni jeszcze, że sekciarzem („nowa nauka z mocą”).
Dla swoich ziomków z Nazaretu, z którymi bawił się od dzieciństwa, psocił i wygłupiał, z którymi pracował i świętował, był nie do przyjęcia w swojej niezwykłości. Dla elit palestyńskich był niewykształconym prostakiem roszczącym sobie prawo do statusu proroka, uzurpatorem szczególnej bliskości z Bogiem („syn” Ojca).
Obawiam się, że i dziś mamy niejako wielu Jezusów, kreślonych na doraźne potrzeby kościelne, ideologiczne („Chrystus z karabinem”) czy chociażby pop-kulturowe (vide „Pasja” Gibsona). Można się wikłać w spory, bez końca, kim był, kim jest.
Jedna jednak rzecz wydaje się ważna. Warto znać to, co mówił i podpatrywać, co czynił. I za tym iść.
LITURGIA SŁOWA
Ez 2,2-5)
Wstąpił we mnie duch i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich.
(Ps 123,1-4)
REFREN: Do Ciebie, Boże, wznoszę moje oczy
Do Ciebie wznoszę oczy,
który mieszkasz w niebie.
Jak oczy sług są zwrócone
na ręce ich panów.
Jak oczy służebnicy
na ręce jej pani,
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu,
dopóki nie zmiłuje się nad nami.
Zmiłuj się nad nami, zmiłuj się, Panie,
bo mamy już dosyć pogardy.
Ponad miarę nasza dusza jest nasycona
szyderstwem zarozumialców i pogardą pysznych.
(2 Kor 12,7-10)
Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.
(Łk 4,18)
Duch Pański spoczywa na Mnie, posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę.
(Mk 6,1-6)
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

