Środa 31 maja 2017 Znacie to na pamięć, prawda? Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem; moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
Nie jest trudno policzyć grzechy popełnione uczynkami, językiem, trochę gorzej jest z myślami, ale może się udać.
Oprócz myśli, mowy i uczynków w spowiedzi powszechnej mamy też zaniedbania. Przypuszczam, że w wielu przypadkach zaniedbania ważą o wiele więcej niźli świadome i dobrowolne grzechy języka, myśli i czynów. Zaniedbania wydają nam się grzechem nikłym, przecież nikomu nic złego nie zrobiliśmy (nie powiedzieliśmy, nie pomyśleliśmy). Po prostu tylko czegoś nie zrobiliśmy. Lista zaniedbań może być jednak „imponująca”, a o jej znaczeniu wiele mogą powiedzieć małżonkowie po ciężkich kryzysach bądź już po rozpadzie związku.
Zaniedbania. Numery na które nie oddzwoniliśmy – praktyka uczy, że najpóźniej należy to zrobić w 24 godziny. Obietnice, których nie dotrzymaliśmy – po tygodniu tracą już sens. Zapomnienie o odwiedzinach, najgorsze jak dotyczy to chorych czy więźniów. Odłożone na jutro i kiedyś rozmowy oraz spotkania. Nie odmówione modlitwy za chorych, samotnych, zagubionych. Nie wypite kawy, odwlekane w nieskończoność spacery, listy, na które nie odpowiemy. Zaniedbania.
Następnym razem przy spowiedzi mszalnej już będziecie wiedzieć, za jak wielkie grzechy zaniedbania przepraszacie. I co szkodzi, żeby w ostatni dzień maja zadbać o zniwelowanie wszystkich zaniedbań?

