Poniedziałek 15 maja 2017 Pewien znany mistrz duchowy wspiął się na wyżyny kontemplacji, doznawał objawień, stygmatów i miał dar proroctwa. Jego nauk chętnie słuchały tłumy a książki zdobywały miliony nabywców.
Nawet największych mędrców nie omijają jednakże choroby. Nasz bohater znalazł się w szpitalu i pewnego razu nachyliła się nad nim młoda pielęgniarka z burzą loków na głowie i wielkimi orzechowymi oczyma. Mistrz poczuł wielką zmianę w duszy, sercu i w całym ciele, podobny wicher owładnął dziewczynę. Zakonnik postanowił zrzucić czterdziestoletni habit i zapowiedział przeorowi pożegnanie z klasztorem. Ten naszedł chorego z wyrzutami:
– Jakżeż ty, wzorze świętości, wizjonerze boskich spraw i posiadaczu niezwykłych ran, mogłeś upaść tak nisko?
– Ależ nie, drogi ojcze – odrzekł świątobliwy pacjent – przeciwnie, dopiero zaczynam się unosić … Wszak znasz ostatni werset z trzynastego rozdziału pierwszego listu św. Pawła Apostoła do Koryntian.
Przeor pośpiesznie zaczął gmerać w pamięci, wreszcie znalazł, rozpromienił się delikatnie, ścisnął dłoń współbrata i zapowiedział:
– Ja się chyba dobrze przebadam, może i mnie coś dolega, oj to moje słabe zdrowie …
I czy my się wszyscy musimy pochorować, żeby wiedzieć co tam jest w ostatnim wersecie tego słynnego listu?

