Czwartek 23 lutego 2017 Pod koniec ostatniej jak dotąd wojny światowej, w roku 1944, Stalin dokonał masowych przesiedleń kilku narodów. Choć w zwycięskiej Armii Czerwonej służyło wielu Czeczenów, Inguszów, Tatarów z Krymu czy Meschetyńców (gruzińscy muzułmanie), narody te zostały – niemal w całości – zapakowane w bydlęce wagony i wysłane do Kazachstanu lub na Syberię.
Siedemdziesiąt trzy lata temu, 23 lutego 1944 roku, sowieckie NKWD i wojsko rozpoczęły operację wysiedlenia Czeczenów i Inguszów, dane są różne, ale dotyczyło to prawie 600.000 ludzi. Powód? Nieliczni Czeczeni sympatyzowali z Hitlerem, który mamił ich wizją niepodległego państwa. Skuteczniej zrobił to Hitler w odniesieniu do Słowacji – republika, 1939 – 1945, pod rządami Józefa Tiso, zresztą księdza katolickiego). Czeczenii wrócili na Kaukaz po śmierci Stalina, po roku 1953.
Stalin przesiedlił także Tatarów z Krymu, Kałmuków, Karaczajów, Meschetyńców. Wcześniej, po aneksji wschodniej Rzeczpospolitej deportowano w tzw. „głąb Rosji” setki tysięcy Polaków, nieco mniej Litwinów, Łotyszy, Estończyków i Ukraińców. Zabawa tyrana w wyrywanie całych narodów z rodzimych ziem i przesadzanie w inne miejsca spowodowała tragedię milionów ludzi.
Straszny ten Stalin. Niemniej okrutnie postąpiły polskie władze – pod naciskiem Moskwy – z Ukraińcami w trakcie akcji „Wisła” (1947 – 1950). Ze wschodnich połaci Rzeczpospolitej wyrugowano dziesiątki tysięcy Ukraińców, na drugą stronę Bugu ale przede wszystkim pod Koszalin i Olsztyn. Dlatego niech was nie zdziwią cerkiewki greko – katolickie w Trzebiatowie czy Giżycku.
Niemcy sudeccy zostali przesiedleni (głównie do Bawarii) zaraz po II wojnie światowej, podobnie jak Polacy z Wilna i Lwowa, do Szczecina czy Wrocławia.
Dzisiaj możemy westchnąć za siostry i braci z Czeczenii, świętujących a raczej pomstujących wywózkę sprzed 73 lat. I pomodlić się za nas Polaków, aby nas żaden nowy Stalin nie posłał na Kamczatkę. Tak tu nam dobrze między Bugiem i Odrą, wiadomo jednak, że nic nie jest na zawsze.

