CZWARTEK 2 lutego 2017 Co roku na świecie stan zakonny porzuca około 2300 sióstr i ojców. Przy ogólnej liczbie 950 000 osób zakonnych, odsetek odchodzących nie robi wrażenia, bo to zaledwie ćwierć procenta (0,24%).
Czemu odchodzą? Bo się zakochali i zamienili habity na garnitury i suknie. Bo nie mogli wytrzymać w swoich wspólnotach wskutek napięć, konfliktów i kłótni (co się przydarza w każdej wspólnocie). Bo się pomylili i już za murami klasztorów odkryli, że nie mają powołania. To są przyczyny zrozumiałe.
Część odeszła z powodu problemów z wiarą, zakładali, że życie zakonne pozwoli im rozwiać wątpliwości w wierze, okazało się inaczej. Do zakonu lepiej iść z silną wiarą, nie ma pewności, że tam wiara się umocni, zdarza się, że zostaje poddana wielkim i trudnym próbom i może prysnąć. Ksiądz profesor Józef Tischner powiedział kiedyś: „Nie spotkałem człowieka, który straciłby wiarę przez komunizm, za to spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”. Powiem, że stracili to, co uważali za swoją wiarę, to ci, których w Itinerarium nazywam „którym wydaje się, że wierzą”. Najbardziej zastanawiające są przypadki odejścia z zakonów z powodu Ewangelii, z powodu wierności Ewangelii. Takich ex – zakonników spotkałem, pisałem kiedyś o bracie Bogumile – http://itinerarium.pl/2011/10/04/z-wiara-kiepsko/
Dzisiaj mamy Światowy Dzień Osób Konsekrowanych. Kończę ten wpis o porzucaniu habitów i sutann skromną i niepewną diagnozą. Czy to w habicie, czy w sutannie, czy w garniturze, czy w karnawałowej sukni, najważniejsza jest miłość. Żeby kochać Pana Boga całym umysłem, całym sercem, ze wszystkich myśli i ze wszystkich sił, a bliźniego swego tak samo. Bez miłości wszystkie zakony świata i wszystkie małżeństwa świata to lipa. Tak przynajmniej uczy Pismo Święte:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie2,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość. (1Kor 13)

