Piątek 25 listopada 2016 Widziałem w swoim życiu już wiele cudów. Widziałem mur berliński dzielący Europę na lepszą i gorszą. Widziałem wojska radzieckie, czołgi i czerwonoarmistów w co trzecim mieście Polski. Nie ma już muru w Belinie, jego kamienie można kupować za spore sumy na aukcjach w Internecie. Nie ma już ani jednego sołdata między Bugiem i Odrą, jedynie jacyś niemądrzy biznesmeni otwierają kluby pod wezwaniem Stalina i Lenina. Niemądrzy, bo na tej samej zasadzie można by robić dyskoteki pod wezwaniem Hitlera.
Widziałem smutnych Polaków stojących w kolejkach po papier toaletowy (bo rzucano go raz w miesiącu do drogerii). I widziałem rozradowanych Polaków 16 października 1978 roku, wiwatujących na cześć Papieża, pierwszego spoza Włoch bodaj po 455 latach.
Widziałem w życiu wiele cudów. Widziałem też ludzi, których pałowało ZOMO, parę razy sam dostałem po plecach pałką. Widziałem i rozmawiałem z ludźmi, których dom zniszczyła bomba, w Sarajewie (1996) lub Groznym (1999). I gościłem w Polsce Reverien Rurangwa, z ruandyjskiego plemienia Tutsi, któremu ludzie z plemienia Hutu wymordowali prawie całą rodzinę, a jemu samemu obcięli prawą rękę i wyłupili prawe oko (1994). Reverien wyciąga niesprawną kulkę z prawego oka sprawną lewą ręką jako dowód kalectwa.
Widziałem w życiu już wiele cudów. To daje mi wiarę w przyszłość piękną, braterską, zgodną i szczęśliwą. Widziałem wiele nieszczęść i to trwoży mnie, że mogą nadejść czasy pełne krwi i nienawiści.
Piszę o tym, bo ode mnie wiele zależy. Jeżeli dziś pójdę drogą solidarności, prawdy, miłości i pokoju, zobaczę jeszcze wiele cudów. A jeżeli dam się uwieść zazdrości i głupocie, znowu będę widział lub słyszał historie o śmierci i złu.

