Środa 21 września 2016 W relacjach z Panem Bogiem często stawiamy na jakąś taktykę, negocjacje. Zrobię to czy tamto, o ile Ty zrobisz dla mnie to. Chodzi nam o to, żeby skorzystać ze Wszechmocy Boga przy możliwie najmniejszych stratach własnych (rozumianych jako rezygnacja ze swoich planów).
Tracimy przy tym najważniejszą szansę pełni życia, którą zdobywa się jedynie przy odwadze i zdolności do ryzyka. Jest takie „coś”, natychmiastowa gotowość spełnienia woli Bożej, która przejawia się w przebłysku. Święty Mateusz, patron dzisiejszy, bezdyskusyjnie poszedł za Jezusem. Usłyszał „Pójdź za Mną”. Co zrobił? „Wstał i poszedł za Nim”, bez kalkulacji, bez rachunku strat i zysków.
Wielokrotnie widziałem jak to „coś” działa. Kiedyś odprawiałem mszę świętą w 75 rocznicę ślubu pewnych państwa i usłyszałem jak wiekowy już mąż tłumaczył, że jak zobaczył Jadwigę, to od razu (od razu!) wiedział, że to ona i ze na zawsze. Ksiądz Józef Obrembski, z Mejszagoły koło Wilna, przez ponad 80 lat duszpasterzował wśród Polaków (zmarł w wieku 105 lat, w r. 2011), , boskie „coś” kazało mu najpierw iść do seminarium a potem bezwzględnie trwać mimo wielu prześladowań i szykan.
Piszę dziś o tajemnicy pełni życia, gotowości natychmiastowego pójścia za Bożym głosem. Czasem ten głos każe pójść do seminarium czy zakonu, czasem podpowiada, żeby czym prędzej wyjść stamtąd. Czasem nakazuje pojmować bez kalkulacji drugą osobę jako żonę czy męża.
Jest takie Boże „coś” w życiu każdego z nas. Odwagi!
Z dzisiejszej Ewangelii:
Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną». On wstał i poszedł za Nim. (Mt 9,9)

