ONI PRZEGRYWAJĄ NASI WYGRYWAJĄ

Środa 8 czerwca 2016 Chcąc nie chcąc Polska i Europa będą żyły od piątku zmaganiami piłkarskimi w  ramach Euro 2016. Ponoć we Francji strajkują koleje, metro, firmy od śmieci i parę innych grup, u nas na razie tylko pielęgniarki w CZD.

Nie wiem jak tam naszym pójdzie na Euro, zresztą jak pójdzie dobrze to „naszym”, jak źle, to „im”. Troszkę szkoda, że mało polityki w tym mistrzostwach. W dawnych latach zawsze mieliśmy na pieńku z „ruskimi” i każde zwycięstwo piłkarzy, hokeistów czy kolarzy, traktowane było jako rewanż za rozbiory, Katyń i komunizm. W 1957 r. Gerard Cieślik wpakował dwa gole ZSRR (wynik 2:1, dla naszych) na słynnym Stadionie Śląskim w Chorzowie, cała Polska była szczęśliwa i piła przez tydzień. Nasi hokeiści (na lodzie) dostawali ostre lanie od ruskich regularnie, na początku lat 70-tych po 20:00 czy 17:00, aż wreszcie w roku 1976 w Katowicach dołożyliśmy im 6:4 i był amok zwycięstwa. Stanisław Królak, świetny kolarz, wygrał Wyścig Pokoju w roku 1956, a dojeżdżając do mety na jednym z etapów wyjął pompkę od roweru i nabił nią kilka guzów ruskiemu, który próbował go wyprzedzić. Tośmy ruskim dołożyli!

Potem, Władysław Kozakiewicz, tyczkarz, wygrał olimpijskie złoto w Moskwie (1980) i pokazał „takiego wała” całemu Związkowi Radzieckiemu, cały stadion ruskich gwizdał, a on skoczył 5 m i 78 cm. Wtedy też „zdobyliśmy” złoto i ograliśmy ruskich. Dwa lata później, w roku 1982, w trakcie hiszpańskiego Mundialu („nasi” zdobyli brązowy medal) Włodzimierz Smolarek kiwał przez 10 minut paru ruskich w okolicach narożnika boiska, a my huczeliśmy z zachwytu, bo to było za stan wojenny!

Teraz to możemy dokopać Niemcom (też im się należy i to za wiele), Ukraińcom (też jest za co) i Irlandczykom (Północnym) – ale tym akurat należy się współczucie za setki lat angielskiej okupacji. Jak już dalej przejdziemy w Euro to można też pobić Rosjan, choćby za embargo na kartofle i jabłka. Jak trafimy na Angoli, to też warto dać im popalić, za wszystkich naszych, co harują na zmywakach. Mogą się zdarzyć potyczki z Hiszpanią i Włochami, ale to raczej nasi przyjaciele, więc remisy wystarczą.

A jak z Albanią? Tu mam zagwozdkę. Chociaż, chociaż, wczoraj Gruzja (w rankingu FIFA daleko poza pierwszą setką) ograła niedawnych mistrzów świata i Europy, Hiszpanów. To może i ta Albania będzie mistrzem? I wygra z „nimi” („naszymi”) w finale?

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.