MODLITWA Z KIJEM W RĘKU

Wtorek 16 lutego 2016 O modlitwie nauczyłem się dużo też od dzieci. I to ważnych rzeczy. Dzieci „walą prosto z mostu”, sam kiedyś słyszałem jak na przyjęcie kilkulatek (ku osłupieniu rodziców) wypalił do gościa: „Ale pan jest gruby!” Dzieci, kiedy mają problem krzyczą i drą się. Wybuchają szczerym śmiechem i serdecznym płaczem. Bawią się tym, co jest pod ręką, kijem, oponą od samochodu albo butem (but w ogóle jest bardzo podobny do statku). Dzieci mówią „daj”, „nie chcę” i „boję się”, my zwykle owijamy nasze prośby w trzy celofany.

Na modlitwę meldujemy się dwadzieścia centymetrów nad ziemią (potrzeba się unosić przed Najwyższym), a nasze formuły mają postać mocno wyprasowanej koszuli z krawatem, przykrytej czyściutkim garniturem. Trochę pajacujemy, dumając jakby tu przekonać Gościa, który akurat może nie być zbyt chętny naszym prośbom. Opracowujemy strategię pobożnego, nadętego wyłudzania zdrowia, pomyślności i dobrobytu.

Ucząc się od dzieci, nie bójmy się przed Bogiem głośno śmiać, jeszcze głośniej płakać, jak trzeba krzyczeć i mówić wprost to, co mamy w sercu. Modlić się, najbardziej pewnie znaczy być przed Bogiem jakimi jesteśmy, nawet z kijem w ręku lub oponą do zabawy.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie. 

 

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.