Czwartek 19 listopada 2015 Takie historie zdarzyły mi się kilkukrotnie. Odwiedzałem dobrego znajomego w szpitalu, on z wyrokiem już nieodwołalnym, po ludzku. Choroba praktycznie go sparaliżowała, nawet mówienie sprawia mu wielką trudność.
Siedzieliśmy prawie godzinę nic nie mówiąc. Nic nie mówiąc a jednak mówiąc bardzo dużo. Kto wie czy nie najwięcej i nie najszczerzej. Mówiliśmy ze sobą tylko patrząc na siebie.
Ja mówiłem, że staram się go rozumieć, że to spotkanie jest ważne, żeby się nie poddawał i walczył, że wszystko jest możliwe, że nadzieja jest siłą, że nie jest sam i że modlę się za niego.
Nie tylko mówiłem, ale także słuchałem, że cieszy się ze spotkania, że szkoda iż nie może mówić ustami, że go boli ale daje radę, że jest przygotowany na wszystko, że wiele pięknych dni przeżył i że jest dużo rzeczy, które nas łączą.
Tak mówiliśmy ze sobą, kto wie czy nie najwięcej i nie najszczerzej.


35 responses to KIEDY NIC NIE MÓWIĄC NAJWIĘCEJ MÓWIMY