DOŁOŻĘ SIĘ DO BUDOWY MECZETU

Sobota 12 września 2015

 Nie wiem ile czasu macie w sobotę, może trochę więcej. Może dlatego przeczytacie dlaczego dołożę się do budowy meczetu w Lublinie. A wywiad, którego udzieliłem ukaże się albo nie ukaże.

– Czy twoim zdaniem Polska powinna przyjmować uchodźców?

Bezzasadna jest w tym momencie dyskusja czy przyjmiemy czy nie przyjmiemy uchodźców i imigrantów. Już ich mamy i będziemy mieli coraz więcej. Nie ma żadnego sposobu na zatrzymanie tego zjawiska. Żaden kraj do którego chcieli się dostać uchodźcy (lub przez teren którego chcieli przejść) nie poradził sobie z ich napływem. Rio Grande, oddzielająca USA od reszty Ameryki, to zdawałoby się najlepiej strzeżona granica, z zasiekami z drutu kolczastego, patrolami na motorach i koniach, a nawet z jadowitymi wężami w korycie rzeki, mającymi śmiertelnie kąsać przybyszów z Południa. Ładnie o tym nawet zaśpiewał 20 lat Bruce Springsteen w Across The Border”. Pomysłowość uciekinierów jest coraz większa: tunele pod rzeką, katapulty przerzucające ludzi wyposażonych w spadochrony nad rzeką, loty szybowcami, nieuchwytnymi dla radarów. Exodus Latynosów trwa a w USA trwają dyskusje co robić z imigrantami, a nie jak ich zatrzymać.

– Nie da się zatrzymać fali uchodźców do Europy i Polski?

Żeby w miarę skutecznie zahamować napływ uchodźców, trzeba do nich strzelać i zabijać ich przy granicach. Ale to już przerabialiśmy w przypadku Muru Berlińskiego i nie chcielibyśmy do tamtych czasów wracać. W Murze Berlińskim zamontowano, oprócz linii wysokiego napięcia i drutu kolczastego, szybkostrzelne karabiny maszynowe, uruchamiane na fotokomórkę. Ginęli ludzie, masowo ginęły także wiewiórki, nieświadome pułapki przy wędrówce z jednego Berlina do drugiego. Pomimo tych pomysłów i tak kilkaset Niemców zamieniło Wschód na Zachód. Na własne oczy widziałem Mur Berliński i Rio Grande, wiem, co mówię.

– Dlaczego uchodźcy chcą przyjeżdżać do Polski?

Polska jest w tej części świata, w której chce się znaleźć wielu imigrantów, mniej na stałe, więcej na krótko, tranzytem na Zachód. Nic na to nie poradzimy. Nie mielibyśmy większego problemu, gdyby Polska graniczyła z Etiopią i Erytreą (choć i tam przybywają uciekinierzy z Somalii i Sudanu). Problem napływu uchodźców dotyczy krajów bogatych, a takim jesteśmy (dzięki Bogu).

– Nie stać nas na przyjmowanie imigrantów.

Absurdem jest opowiadanie, że 2 tysiące, 5 tysięcy czy 50 tysięcy uchodźców to liczby nie do udźwignięcia dla naszego kraju. W latach 1991- 1992 i w r. 2008, maleńka, ledwo 4-milionowa Gruzja przyjęła na swoim terytorium blisko 300 tysięcy uchodźców z Abchazji i Osetii Południowej, po konfliktach z Rosją. Środkowa i Zachodnia Ukraina pomieściły już 1 600 000 uchodźców z Donbasu. Oczywiście, w jednym i drugim przypadku chodziło o IDP (Internal Displaced Persons), czyli tzw. „uchodźców wewnętrznych”. Przytaczam te fakty, aby zrozumieć, że problem nie leży w liczbach, w możliwych dziesiątkach tysięcy uchodźców w naszym kraju. Znów odwołam się do doświadczenia, byłem wielokrotnie  w ośrodkach dla uchodźców w Gruzji i na Ukrainie, wiem, że można – w razie potrzeby – pomieścić każdą liczbę uchodźców.

– Nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie uchodźców.

Prawdą jest, że jako społeczeństwo, nie jesteśmy przygotowani do przyjęcia uchodźców, a wina leży równo po stronie wszystkich opcji partyjnych. Kilkanaście razy podejmowałem rozmowy z politykami, również posłami, senatorami i marszałkami naszego Sejmu czy Senatu, zwracając uwagę, że nie mamy przemyślanej polityki wobec imigrantów. Zawsze słyszałem argumenty, że „nie teraz”, bo „atakuje nas PiS”, „atakuje nas PO”, „koalicja nam się rozpada”. Państwo, od ponad 20 lat, kiedy pojawili się u nas pierwsi uchodźcy z byłej Jugosławii, nie zajęło się właściwie zjawiskiem. Za to, zdaliśmy egzamin jako ludzie i społeczeństwo. Udało nam się dobrze przyjąć kolejne grupy – jasne, że jak dotąd nieliczne – kolejnych fal imigrantów. Najpierw, dla przykładu, w czasie wojny domowej w Grecji i zaraz po niej, do Polski przyjechało ponad 10 000 Greków i Greczynek (koniec lat 40-tych). Dzięki nim śpiewa do dziś w Polsce Eleni, powstała świetna ongiś grupa muzyczna SBB (z Apostolosem Anthimosem) i mogliśmy słuchać głosu jednej z Filipinek (girls band z lat 60-tych), Niki Ikonomu, sieroty i wychowanki Domu Dziecka w Policach. Dobrze przyjęliśmy Bośniaków od roku 1992 (również muzułmanów), niektórzy np. dotąd mieszkają w Lublinie. Od roku – mniej więcej – 1998 przez nasz kraj przewinęły się tysiące Czeczenów, Inguszów i Dagestańczyków (po wojnach z Rosją), również muzułmanów. Niewielka część z nich osiadła w Polsce i na Lubelszczyźnie. Nie towarzyszyły temu jakieś szczególnie przemyślane działania państwa polskiego, ale znakomicie spisywali się i spisują Polacy, sąsiedzi, znajomi tych ludzi i rodzin.

– Powinniśmy zatem przyjmować uchodźców?

Jedynym poważnym pytaniem dzisiaj jest nie to czy przyjmiemy uchodźców – i tak są i będą – ale czy chcemy ich przyjąć i jak możemy ich przyjąć. To, że nie chcemy – przynajmniej duża część społeczeństwa – jest zrozumiałe. Przez ponad 40 lat rządów komuny Polska stała się krajem „homogenicznym”, tzn. wydalono z naszych granic Niemców (do Niemiec) i Ukraińców (za San i Bug), ewentualnie spolonizowano ich. Los Żydów jest nam wszystkim znany. Stąd też wyrosły pokolenia, które nie żyły nigdy obok ludzi o innych wierzeniach, zwyczajach i tradycjach. Nowa sytuacja rodzi nowe lęki.

Polacy dobrze spisywali się i spisują nadal wobec sytuacji nagłych, które stają się dla nich wyzwaniem. Dlatego jestem pewien, że jako ludzie, Polacy, chrześcijanie, przyjmiemy bardzo serdecznie wszystkich uchodźców i imigrantów, jak to czyniliśmy dotychczas.

– W mediach można trwa batalia odnośnie uchodźców …

Męczy mnie medialna hucpa, zwłaszcza w wykonaniu Gazety Wyborczej, odnośnie rzekomej polskiej niechęci do uchodźców. Dziennikarze tego medium są niedoinformowani (zresztą coraz mniej tam dobrych piór, za to ideologów nadmiar). Nie wiedzą, że w Polsce istnieje wiele struktur doskonale zajmujących się imigrantami.

Nie chcę wybiegać daleko, od ponad 15 lat uczestniczę w różnych formach troski o przybyszów (w imię ewangelicznej zasady Chrystusa „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” – Mt 25). Takie pomysły jak – spotkania z uchodźcami i wzajemne poznawanie się , zorganizowanie ekip, które uczą przybyszów podstaw języka polskiego, organizacja świetlic dla dzieci w ośrodkach dla uchodźców, spotkania między rodzinami polskimi i muzułmańskimi (w ramach programu „Partnerstwo Rodzin”), wspólne świętowanie Bajramu czy Bożego Narodzenia, to wszystko jest rzeczywistością w Lublinie od dawna. Można śmiało kopiować i rozpowszechniać.

Męczy mnie medialna hucpa z prawicy, tu też więcej ideologów niż myślących pisarzy. Islam zniszczy nasz katolicyzm, chrześcijaństwo, itd. , padają ostrzeżenia. Jaka groźba? Przeciwnie, wreszcie mamy okazję do ewangelizacji, bez konieczności jeżdżenia do dalekich krajów.

Jeszcze raz powtórzę, choć już to tutaj mówiłem, chętnie dołożę się do budowy meczetu w Lublinie lub w innym miejscu. W ten sposób będę kontynuował tradycję moich zacnych przodków, Firlejów, Sobieskich i innych szlachetnych polskich rodów, które fundowały meczety i cerkwie dla inaczej wierzących przybyszów w Polsce.

– Masz jakieś bliższe doświadczenia w relacjach z uchodźcami?

W radiu, którym kieruję, audycję „Bo byłem przybyszem”, prowadzi uchodźca, Armine, Ormianka. Ostatnio mój samochód naprawił  – bardzo dobrze – Ukrainiec. Niekiedy zjadam coś u Syryjczyka, który robi świetne kebaby, a przecież jest muzułmaninem. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Każdego dnia ta prawda staje się dla mnie coraz bardziej oczywista.

Itinerarium

56 responses to DOŁOŻĘ SIĘ DO BUDOWY MECZETU


Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.