Środa 22 lipca 2015
Andrzej odsiedział sześć lat z ośmiu, jakie dostał w wyroku. Niedawno, na zwolnieniu warunkowym, przeszedł pieszo trasę z Lublina do Zgorzelca w ramach Nowej Drogi, o której wiele razy już pisałem. Ma trochę ponad dwadzieścia lat.
Po Nowej Drodze próbuje nowego życia. Pracuje w chłodni, na trzy zmiany. Ma jeszcze do spłacenia dwadzieścia tysięcy długu z powodu zaległości w alimentach. I na bieżąco jeszcze tysiąc za kolegium. Komornik ściąga z niego tysiąc złotych na poczet alimentów, plus to, co komornikowi się należy. Oddaje też w ratach kolegium, ma czas do listopada.
W chłodni wybrał nocne zmiany, bo to daje 20% więcej kasy niż na zmiany normalne. Jak się jednak między 10-tą wieczorem a 6-tą rano przerzuci własnymi rękami 25 ton mrożonek po 35 kilogramów, to idzie w plecy i głowę. Między czwartą a szóstą jest masakra, każde 10 minut to jak doba. Potem chwyta się pięć godzin snu, bo za dnia organizm na więcej się nie godzi. Poza tym, w chłodni jest najwyżej zero stopni i człek zakuty jest w ochronny kombinezon, a po wyjściu na zewnątrz bucha w twarz od razu przynajmniej piętnaście stopni więcej. Dobrą stroną tej harówki jest 10 kg mniej w figurze i to w niecały miesiąc (jakby jakaś pani chciała w ten sposób coś zrzucić, adres chłodni mam).
Andrzej odwiedza syna i córkę, próbuje ułożyć sobie wspólne życie z żoną, idzie różnie. Dzieciaki za nim przepadają, a jak już byli razem na karuzeli, to była góra szczęścia.
Pogadam czasem z Andrzejem, jak mogę to pomagam. Trudne to nowe życie, ale zawsze to nowe i wreszcie bez krat.


30 responses to NOWE ŻYCIE W CHŁODNI