Sobota 27 czerwca 2015
Panowie policjanci to zwykle bardzo dobrzy i wyrozumiali ludzie. Przygody z policją ma chyba każdy kierowca. Ja mam raczej miłe, przytoczę trzy, dwie z Polski.
Na początek jednak przygoda z okolic Monachium, kilka lat temu. Jechałem z kolegą, wjeżdżamy w jakąś dość wąską dróżkę i zatrzymuje nas patrol policyjny. Po przedstawieniu się pan policjant wypowiedział mniej więcej taką kwestię:
– Wjechał pan pod prąd. Od tygodnia zmienione są tu znaki. Proszę ostrożnie zawrócić i skorzystać z trzeciej przecznicy (w celu dojazdu do miejsca, gdzie zmierzaliśmy). Kierowcy jeżdżą na pamięć, więc prosimy wybrać tę opcję.
Żadnego mandatu, żadnej groźnej miny! Grzeczna prośba i pełne zrozumienie dla nawyków kierowców. No tak, pomyślicie, to się mogło zdarzyć w Niemczech, w Polsce od razu byłoby 10 punktów karnych i 500 zł do budżetu państwa. Mylicie się jednak, proszę, czytajcie dalej.
Śpieszę się pewnego razu do Lubartowa i za jakimś pagórkiem zatrzymuje mnie patrol, przekroczyłem dozwoloną prędkość (nieznacznie). Podchodzi młodszy aspirant (jedna gwiazdka) z drogówki, patrzy i patrzy na mnie. W końcu buzia mu się rozjaśnia, uśmiecha się i rzecze:
– Ksiądz?
– No tak …
– Kochany! Wysiadaj, wysiadaj! Pół dnia czekam na ciebie …
Pot mnie oblał zrazu. No, myślę, narozrabiałeś Mieciu i trwa obława na ciebie. Spiąłem się jednak ze wszystkich sił i wysiadłem. Aspirant prowadzi mnie do bagażnika radiowozu, wygrzebuje jakieś szpargały i tłumaczy:
– Kochany, pół dnia na ciebie czekałem. Córka w sobotę wychodzi za mąż i brakuje jej jednego podpisu na tej karteczce do ślubu. Nie mogła pójść na konferencję, rozumiesz? To ty mi kochany podpiszesz, a ja cię pouczę. Trzeba sobie pomagać w życiu …
Wyznaję tę samą życiową zasadę, że ludziom należy w życiu pomagać. Dlatego bez najmniejszych oporów pomogłem człowiekowi w potrzebie (przy czym, od razu wyjaśnię, tzw. nauk przedślubnych jest dziesięć i zwyczajowo akceptowana jest kartka z dziewięcioma podpisami).
Przedwczoraj znowu mi się zdarzyło (nieznacznie) przekroczyć prędkość, filmowali to dwaj młodzi policjanci w nieoznakowanym radiowozie, włączyli koguty, zatrzymałem się posłusznie. Grzecznie podałem dokumenty, pan władza przypatruje mi się uważnie i pyta:
– Panie Mieczysławie, pan jest księdzem, prawda?
– Prawda.
– Muszę księdzu zakomunikować przykrą rzecz …
– Jestem na to przygotowany.
– Muszę księdza upomnieć za zbyt szybką jazdę. Rozumiem, że to wy księża zwykle upominacie ludzi, jednak teraz to ja księdza upominam!
– Rozumiem.
– Tu są księdza dokumenty, proszę ostrożnie i wolniej podróżować dalej.
Co oczywiście skwapliwie uczyniłem. Przekonany jestem, że ludzie powinni sobie w życiu pomagać, kiedy trzeba to upominać, a przede wszystkim dostarczać wzajemnie radości.
Bardzo pięknego i dobrego weekendu dla wszystkich z serca życzę!


22 responses to POLICJA CZYLI RADOŚĆ OBOPÓLNA