KAZANIE NA POGRZEB GENERAŁA JARUZELSKIEGO

Piątek 30 maja 2014

Dziś pogrzeb ś. p. gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Wiem, że jakikolwiek wpis w obecnej atmosferze jatki (bo nie dyskusji) politycznej, powoduje natychmiastowe linczowanie za jakiekolwiek dobre słowo na rzecz generała lub pohukiwanie w przypadku krytyki. Nie wiem jak będzie odebrana ta notka, ale chcę dać świadectwo czasom w jakich żyłem.

W okresie dyktatury gen. Jaruzelskiego doświadczyłem wielu przykrości ze strony reżimu, kilkukrotną odmowę wydania paszportu (wówczas paszport trzymała komenda milicji i wydawała albo nie wydawała proszącemu obywatelowi), kilka zatrzymań bez powodu, parę razy dostałem pałką po grzbiecie i po głowie, zasądzono mi chyba jedną grzywnę (spłaconą zresztą solidarnie przez znajomych i nieznajomych) czy wreszcie areszty w różnych komendach i przesłuchania. To nic nadzwyczajnego dla mojego pokolenia. Zatem powinienem mieć osobiste powody przynajmniej do niechęci. Jeśli dodam do tego krzywdy jakich doznali inni Polacy, jeśli dodam ofiary śmiertelne tego czasu (np. bł. Ks. Jerzy Popiełuszko czy górnicy z Wujka), powinienem być zawziętym wrogiem generała. Nie jestem. I przyznaję, że odrzucają mnie awantury wokół formuły pogrzebu zmarłego, z niesmakiem przyjmowałem także wycie protestujących każdego 13 grudnia przed domem generała.

Bardzo dobrze pamiętam rok 1989. Pamiętam film z egzekucji Nicolae Ceaușescu, rumuńskiego odpowiednika Jaruzelskiego. Pluton żołnierzy, prawdopodobnie pijanych, rozstrzelał jego i małżonkę, nie zawiązując im nawet oczu. Wszystko to działo się w dzień Bożego Narodzenia. Erich Honecker, dyktator z NRD, jesienią 1989 r. salwował się ucieczką najpierw do ZSRR, a potem do Chile, gdzie zmarł. Bułgarski hegemon, Todor Żiwkow, zmarł w areszcie domowym, zasądzonym przez nowe demokratyczne władze. Naprawdę myślę, że dobrze się stało, iż gen. Jaruzelski nie został rozstrzelany, nie został osadzony w więzieniu czy areszcie czy też że nie musiał emigrować. Bogu dzięki, nasza tradycja w zasadzie nie zna przypadków mordowania swoich władców. Casus zamachu na Gabriela Narutowicza lekko temu przeczy, ale jest do dziś powodem do wstydu a nie dumy. Przeciwnie, rzekomo wysoko rozwinięta cywilizacja francuska szczyci się bestialskim mordem na Ludwiku XVI (gilotyna odcięła mu głowę) w czasie rewolucji. Podobnie, cywilizacja rosyjska do niedawna gloryfikowała mord na carze Mikołaju II (wraz z żoną, czterema córkami, synem, pokojówką, kamerdynerem, domowym lekarzem i chyba kucharzem); ich zwłoki pośmiertnie oblano kwasem, poćwiartowano i wrzucono do studni. To był rok 1918, przyzwoity pogrzeb odbył się dopiero w roku 1991.

Patrząc z innej perspektywy, historia, również polska, zna przykłady prześladowania obywateli przez władzę. Tak w najnowszych czasach postępowali Jaruzelski, Gierek, Gomułka i Bierut, a Piłsudski ma także plamę w postaci Berezy Kartuskiej. To są powody do wstydu, gniewu i żalu.

Generał Jaruzelski nie mieszkał, wzorem innych dyktatorów, w wystawnej willi czy pałacu, nie miał gigantycznych sum na kontach za granicą i tuzina najdroższych aut.

Z mojego punktu widzenia, świadka czasów w których działał Jaruzelski, generał był zwolennikiem fałszywej doktryny (w skrócie: komunizm) i w jej imię popełnił wiele zła. Na pal z nim? Wygonić z kraju? Zwłoki poćwiartować? Czuję, że mimo wszystko zachowaliśmy się – i Bogu dzięki – jak Jurand ze Spychowa. A w dniu pożegnania generała Jaruzelskiego, zgodnie powiedzmy: „Niech odpoczywa w pokoju!”

 

 

Jurand słuchał opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak że obecnym zdawać się mogło, iż pogrążony jest we śnie. Słyszał jednak i rozumiał wszystko, bo gdy Hlawa zaczął mówić o niedoli Danusi, wówczas w pustych jamach oczu zebrały mu się dwie wielkie łzy i spłynęły mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczuć pozostało mu jeszcze jedno tylko: miłość do dziecka.

Potem sinawe jego usta poczęły się poruszać modlitwą. Na dworze rozległy się pierwsze, dalekie jeszcze grzmoty i błyskawice jęły kiedy niekiedy rozświecać okna. On modlił się długo i znów łzy kapały mu na białą brodę. Aż wreszcie przestał i zapadło długie milczenie, które przedłużając się nad miarę, stało się na koniec uciążliwe dla obecnych, bo nie wiedzieli, co mają z sobą robić.

Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez całe życie ręka, towarzysz we wszystkich bitwach i główny stróż Spychowa, rzekł:

– Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkołak krzyżacki, który katował was i dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczynić i jako go pokarać?

Na te słowa przez oblicze Juranda przebiegły nagle promienie – i skinął, aby mu przywiedziono tuż więźnia.

Dwaj pachołkowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, a ów wyciągnął rękę, przesunął naprzód dłoń po twarzy Zygfryda, jakby chciał sobie przypomnieć lub wrazić w pamięć po raz ostatni jego rysy, następnie opuścił ją na piersi Krzyżaka, zmacał skrzyżowane na nich ramiona, dotknął powrozów – i przymknąwszy znów oczy, przechylił głowę.

Obecni mniemali, że się namyślał. Ale cokolwiek bądź czynił, nie trwało to długo, gdyż po chwili ocknął się – i skierował dłoń w stronę bochenka chleba, w którym utkwiona była złowroga mizerykordia.

Wówczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachołkowie zatrzymali dech w piersiach. Kara była stokroć zasłużona, pomsta słuszna, jednakże na myśl, że ów na wpół żywy starzec będzie rzezał omackiem skrępowanego jeńca, wzdrygnęły się w nich serca.

Ale on, ująwszy w połowie nóż, wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.

Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć – i oczom nie chcieli wierzyć. Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:

– Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?

– Tak! – odpowiedział skinieniem głowy Jurand.

– Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?

– Tak!

Pomruk gniewu i oburzenia zwiększył się jeszcze, ale ksiądz Kaleb, nie chcąc, by zmarniał tak niesłychany uczynek miłosierdzia, zwrócił się ku szemrzącym i zawołał:

– Kto się świętemu śmie sprzeciwić? Na kolana! I klęknąwszy sam, począł mówić:

– Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje…

I odmówił “Ojcze nasz” do końca. Przy słowach: “i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, oczy jego zwróciły się mimo woli na Juranda, którego oblicze zajaśniało istotnie jakimś nadziemskim światłem.

A widok ów w połączeniu ze słowami modlitwy skruszył serca wszystkich obecnych, gdyż stary Tolima o zatwardziałej w ustawicznych bitwach duszy, przeżegnawszy się krzyżem świętym, objął następnie Jurandowe kolano i rzekł:

– Panie, jeśli wasza wola ma się spełnić, to trzeba jeńca do granicy odprowadzić.

– Tak! – skinął Jurand.

Coraz częstsze błyskawice rozświecały okna; burza była bliżej i bliżej.

(Henryk Sienkiewicz, KRZYŻACY, rozdz. XXV)

 

PS. Dla mniej oczytanych: Krzyżak Zygfryd wyłupił Jurandowi ostanie oko i porwał córkę, Danuśkę, więził ją, co przypłaciła utratą zdrowia, a potem i życia.

 

Itinerarium

71 responses to KAZANIE NA POGRZEB GENERAŁA JARUZELSKIEGO


Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.