REJS WYPLUTYCH Z BOŻYCH UST

Wtorek 6 maja 2014

Nawet nie uciekając w poezję bez trudu da się zauważyć, że relacje między nami mają swoją temperaturę. I jeżeli miałbym pokusić się o diagnozę, to obecnie mamy epokę letniości lub „wyraźnego schłodzenia”.

Potocznie czasem mówimy, że darzymy kogoś „gorącym uczuciem” albo, że od kogoś wieje „zimnym chłodem”. To są opisy bardziej pojedynczych relacji, koleżeństwa, przyjaźni czy miłości. Mówiąc, że dziś nastąpiło „wyraźne schłodzenie” i czas letniości, mam na myśli postępujący proces wzajemnego oddalania się, przynajmniej nas Polaków.

Jest, jak myślę, kilka przyczyn tego zjawiska. Pierwsza, że nie mamy wspólnych celów. Moje pokolenie za główny i wspólny cel miało wolną i niepodległą, demokratyczną Polskę. Śpiewaliśmy (za „Wałami Jagiellońskimi”): „A przed nami wspólne cele”. I były to cele takie jak wolność kraju i narodu, a przy okazji wspólne cele, do których zamykano nas po kolejnych starciach z milicją a potem ZOMO. Dziś nie mamy wspólnego narodowego celu, choć kilka takich umiem przedstawić (zrobię to 4 czerwca, na podsumowanie 25 lat nowej polskiej wolności). Mamy za to miliony indywidualnych celów, dających się pogrupować w kilka kierunków rejsów. Wyobrażam sobie, że my Polacy żeglujemy, płyniemy – kierunek pierwszy – do portu „Bogactwo”. To jest cel wielu z nas. Jedni dryfują tam przez ciężką harówkę, inni przez sprytne łapówki, czyste (rzadko) i nieczyste (częściej) interesy lub przez kradzież, bezczelną lub bardziej zawoalowaną, zwaną „układami”.  Inni z nas płyną do portu „Sławy”, tam niosą nas skandale, prowokacje i staranie o szczebiot w mediach. Jeszcze inni obrali kurs na „Spokojne Życie”, czyli trochę pracy, trochę przyjemności, taka dobra średnia. Jako naród, i my w nim, nie mamy wspólnego azymutu, każdy z nas płynie innym szlakiem, po swoje własne, wymarzone, małe szczęście. I jesteśmy coraz dalej od siebie. Jesteśmy nie Razem ale Obok.

Co ciekawe, oddalają nas od siebie także „komunikatory”, czyli wszelkiej maści wynalazki ułatwiające częstszy kontakt, a w rzeczywistości zabijające możliwość dotyku, spojrzenia prosto w oczy, wyczuwania zapachu, słyszenia timbru głosu wprost w uszach. Zamiast tego mamy esemesy, maile, clipy, skajpy i twitterowe bąknięcia.

Jeśli cokolwiek może nas ratować z tej bezsensownej żeglugi po Morzach Samotności, to chyba przebudzenie w sercu. Serce podwyższa temperaturę więzi, a św. Piotr doradza „Jedni drugich GORĄCO umiłujcie” (1 P 1,22). Inna porada wprost od Pana Jezusa przestrzega: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni, i ani zimny ani gorący, chcę cię wypluć z moich ust!” (Ap 3,16).

Wypluci z Bożych ust żeglujemy samotnie ku Rozpaczy i Smutku, chyba, że pozwolimy na rozżarzenie serc i myśli, przez jedyny zbawienny ogień, przez miłość.

Itinerarium

10 responses to REJS WYPLUTYCH Z BOŻYCH UST


Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.