Antyklerykalizm

W młodości byłem strasznym antyklerykałem. Po trzydziestce stopniowo zaczął mi przechodzić, a dziś to wypuszczam pazury, jak tylko ktoś coś złego o księżach powie. Ponoć na starość człowiek głupieje.

Na szczęście mam jeszcze zwykle świadomość, że bronię niesłusznej sprawy i antyklerykałowie mają rację. Ale czy zawsze trzeba bronić słusznej sprawy? Naprawdę będzie ze mną źle dopiero wtedy, gdy zacznę bronić O. Dyr. Jeśli do tego dojdzie, proszę o eutanazję. Wiem, wiem, że tutaj to sobie mogę prosić i się nie doproszę – ale wcale mnie to nie martwi, bo aż tak to mi się mózg nie zlasuje. O. Dyr. bronić nie będę.

Zastanawiam się, skąd się bierze antyklerykalizm. I myślę, że wcale nie z oburzenia na pazerność Kościoła, jego faryzeizm (nb. faryzeusze byli mądrymi i w większości zapewne dobrymi ludźmi), religię w szkołach, etc. Bierze się ze spraw zupełnie banalnych, które powinien rozwiązywać jeden telefon.

Ot, taki cytacik z ostatniego tygodnia. GW ustalała zarobki rektorów lubelskich uczelni. Wszystkie szkoły wyższe podały zarobki swoich szefów. Natomiast KUL – nie. I oto uzasadnienie rzecznika tej katolickiej uczelni: „Sprawdzamy czy jesteśmy zobligowani do podawania prasie takich danych”.

Czujecie o co chodzi? Nie? To dobrze. Nie będziecie antyklerykałami. A skoro nie będziecie – czarno widzę przyszłość Kościoła w Polsce.

Szkoda.

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Comments are closed.