Na szczęście jest bardzo, bardzo wielu ludzi, dzięki którym nie czuję się beznadziejny. Dzięki którym bez wielkiego obrzydzenia mogę patrzeć w lustro. Którzy nieustannie mi przypominają, że nie jestem taki najgorszy.
Nie wymienię nazwisk, bo jest ich zbyt wielu. Są codziennie w niektórych mediach, niektórych partiach, zawsze można ich spotkać w kościołach i na uroczystościach patriotycznych. Kochają prawdę, prawo i sprawiedliwość. Są bezkompromisowi. Bezbłędnie odróżniają dobro od zła.
Życzę im wszystkim wszystkiego najlepszego. I oby nigdy się nie zmienili.
Gdyby na świecie były same Marty, Renie, Księża Mietki, Adamy i inne pokręcone dziwolągi, niechybnie popadłbym w ciężką depresję na tle niedowartościowania.
Wszystkiego dobrego w AD 2009!

