Gnostyk to taki, który wie. Posiadł gnozę. Gnostycy są z lewa i z prawa, z centrum też.
Na szczęście, z gnostycyzmu zwykle leczy wiek. Ale nie wszystkich. Niektórzy myślą, że się wyleczyli, ale to złudzenie: popadli w inną chorobę: cynizm.
Leczenie gnozy cynizmem to jak leczenie dżumy cholerą. Jednak myślę, że cynizm jest lżejszą chorobą niż gnoza (choć nie wiem, czy cholera jest lżejsza niż dżuma; niech się jakiś świętoduchowy medyk wypowie). Ale gdyby gnostyków zastąpić cynikami, to świat byłby chyba lepszy, a przynajmniej bardziej strawny. Bo cynik to praktyk, a praktyka stawia granice. Gnostyk zaś to teoretyk, a teorie nie znają granic.
W ramach kuracji współczesnych gnostyków, zapewne licznych wśród świętoduchowców, bo tego typu środowiska są na gnozę wyjątkowo podatne, polecam dwa teksty (ufff, jakie obrzydliwe, postmodernistyczne słowo: „tekst”; zważcie jednak, że nie użyłem słowa „narracja”, albo „dyskurs” – to byłby dopiero lewacki odchył).
Oto te teksty:
Itinerarium z 9 października („Ludzie na bruku a władze w hazardzie”)
Felieton Joanny Szczepkowskiej z wczorajszych „WO”.
Jan Pleszczyński
PS. Linków nie podaję, bo gnostyk i tak wie swoje i nie zajrzy. A jeśli nawet, to i tak nie pojmie, że to, czyś z lewa, z prawa, czy z centrum kompletnie nie ma znaczenia.

