Ktoś napisał mi, że jedzie szukać sensu życia. Bardzo mądra decyzja i odważna. I nigdy na taką decyzję, póki żyjemy, nie jest za późno.
Sens życia nie należy do spraw, które się otrzymuje od kogoś czy czegoś, ale czymś, czego szuka się. I lepiej przeżyć rok z sensem niż pięćdziesiąt byle jak.
Bezużyteczne są wszelkie recepty na sens życia. Nie wierzcie w żadną. Sens to jest rzecz z kategorii „znajdź to sam!”. I nikt za ciebie tego nie zrobi.
Niekiedy brakuje nam odwagi, by powiedzieć sobie – i innym – że niestety, do tej pory sensu było mało albo wcale w naszym życiu. I wolimy utrzymywać pozory, co zresztą nie jest trudne.
Niekoniecznie trzeba wyjeżdżać, na pewno trzeba szukać. I od tego poszukiwania nie ma urlopu czy wakacji. Sam moment rozpoczęcia poszukiwania sensu życia jest rozstrzygający, coś w nas drgnęło. To bardzo uwalniająca chwila, dająca poczucie, że zajęliśmy się czymś ważnym.
A kiedy już zaczynamy szukać, zupełnie innego wymiaru nabierają z pozoru banalne słowa: Bóg, miłość, prawda, szczęście, dobro, piękno. Przede wszystkim otwiera się przed nami nowy wymiar słowa „ja”. Z radością odkrywamy, że do wszystkich innych rzeczywistości (Bóg, miłość, prawda, szczęście, etc.) droga zaczyna się w naszym „ja”.
Wyjeżdżać nie zawsze trzeba, szukać zawsze. Banalne, ale jak prawdziwe – szukający znajdują.

