Czwartek 16 grudnia 2021
Kiedy piję pierwszą kawę, bardzo rano, błogosławię muzułmanów. Bo dzięki nim – wziętym w polską niewolę po triumfie w okolicach Wiednia – kawa znalazła się w Pierwszej Rzeczpospolitej i trwa do dziś. Błogosławię muzułmanów także, ilekroć kupuję cokolwiek na bazarze, bo ten wszak wymyślili tatarscy muzułmanie. A jeśli witam się z kimkolwiek o nazwisku Bielak (Bielski także), to gratuluję, przecież to dalecy potomkowie dzielnych Tatarów walczących w polskich armiach aż do 1939 roku.
Muzułmanka, ta po mojej prawej stronie na zdjęciu, teraz mama pięknego synka, zislamizowała – a raczej zewangelizowała – jedną z klas w renomowanej lubelskiej szkole Vetterów. Było to tak, dziewczyna (teraz już w Holandii), chadzała na katolickie katechezy u pani Mirki (którą znam i pozdrawiam), żeby się czegoś o Bogu dowiedzieć. Na jednej z lekcji katechetka Mirka poprosiła o chwilę modlitwy w ciszy, wtedy rozległ się w klasie głupi katolicki rechot, wyszydzający pomysł. Ale Czeczenka, Hamzat, odwróciła się do koleżanek i kolegów z reprymendą:
– Czy wyście oszaleli? Przecież stoimy przed Bogiem!
Klasa ucichła i aż do matury spokojnie słuchała nauk o Bogu. Błogosławiona islamizacja!
Jednego dnia zjadłem kanapkę ze smalcem, cholera, w piątek. I spotkałem tego dnia Jelinę, muzułmankę, które wtedy akurat, w czasie islamskiego postu (ramadan), nie jadła nic od wschodu do zachodu słońca. Jezu, wybacz mi ten smalec, nawróciłem się, w piątki chwytam się odtąd tylko kefiru (z Krasnegostawu) i bułek.
Bogu dziękuję za muzułmanów i islam, pozwalają nam wrócić do Ewangelii i prawdziwego Kościoła.
No ale u nas wiele sióstr i braci wyznaje Boga zachodniego, wcina śmierdzące hot – dogi, stare frytki, postów nijakich nie zachowuje i jeszcze depcze stokrotki, co dla islamskich Kurdów jest grzechem ciężkim.
Drogie siostry i bracia, islamizujcie nas, może wrócimy do Pana Jezusa i Jego Ewangelii.


