Co zaszkodzi obiecać? Przyrzekać, a potem nie dotrzymać słowa? W niespełnianiu ślubów i przyrzeczeń my Polacy jesteśmy mistrzami. W czasie pierwszych ślubów we Lwowie (1656) król Jan Kazimierz obiecywał Matce Bożej: „przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić”.
Słowa nie dotrzymał. Przyszły zabory, potem dwie wojny, których teatrem były ziemie Rzeczpospolitej. Po trzystu latach, w Częstochowie (1956) wybrzmiały kolejne przyrzeczenia, kilka z nich – niespełnionych – przytaczam dla chętnych na końcu.
To prawda o nas. Na szczęście z drugiej strony jest Matka, która na serio wzięła słowa Chrystusa pod krzyżem: „Oto syn Twój”. Pokochała swoje przybrane dzieci, w tym i nas Polaków. A wielka miłość wszystko rozumie, zapomina, daruje i wybacza.
My przyrzekamy, obiecujemy, ślubujemy i nie dotrzymujemy. Ona nadal nas kocha i opiekuję się nami. Takie są dzieje naszej pobożności i dzieje Matczynej miłości.
„Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady. Przyrzekamy Ci z oczyma utkwionymi w żłóbek Betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym (…)
Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem Domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących (…)
Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności,
marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości.
Przyrzekamy
zdobywać cnoty wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności,
wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości
społecznej (…)”.

