Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę. Dla nas współczesnych ten werset z psalmu (86) brzmi abstrakcyjnie. Najpierw sama dusza, kto dziś jeszcze wierzy, że ją ma. I dalej – „wznoszę”. Od razu myślimy o jakimś ruchu fizycznym wzwyż. I nie czujemy, by cokolwiek w nas się unosiło.
Znam dobrze doświadczenie wznoszenia duszy do Boga. Przydarza mi się to, gdy widzę dwoje starszych ludzi idących pod ramię. Pięknie się wzajemnie wspierają, właściwie opierają o siebie, los ich obojga zależy od tego drugiego. I kiedy idą jest to opowieść o miłości, a zatem i o Panu Bogu. I jeszcze przydarza mi się to, gdy słyszę nader pobudzone sójki na początku lutego, już pełne życia, wigoru i humoru (humoru, bo przeważnie skrzeczą okropnie dla ludzkiego ucha).
Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę. Ku Tobie, Panie, który tak cudownie skryty jesteś naszej codzienności.


