Polacy rozpoczęli grillowanie i picie, trochę chłodno ale jest żar ognisk. Ilość zjedzonych kiełbasek i wypitego piwa dobrze wpłynie na budżet. Politycy zaczęli przechwalać się jak dobrze jest w Polsce dzięki ich mądrym decyzjom. Te fanfary wybrzmią jeszcze mocniej dzisiaj i jutro, im więcej pijemy tym bardziej jesteśmy z siebie dumni. Prawie najlepsi na świecie.
Dziwię się ślepocie i głuchocie elit politycznych i intelektualnych. Nie chcę być złowieszczym prorokiem. Od 30 lat płyniemy tam gdzie płynie główny nurt cywilizacji euroatlantyckiej, czyli donikąd. Mamy coraz lepsze komputery, więcej lotnisk, bardziej równe drogi i tysiące udogodnień.
Zawsze dziwi mnie cisza nad zjawiskami, które są widoczne dla każdego kto widzi i myśli. Nie rozmawiamy o rosnącej liczbie samobójstw w naszym kraju, co 48 minut ktoś odbiera sobie życie, rocznie w wyniku samobójstw ginie prawie dwa razy więcej Polaków niźli wskutek wypadków drogowych. Zwiększa się liczba dzieci i młodzieży targających się na swoje życie. Coś jest nie tak?
Wiem, że z roku na rok rośnie liczba osób bezdomnych w Polsce, paradoksalnie budujemy coraz więcej mieszkań. Coś jest nie tak? Statystyki dotyczące wzrostu liczby osób samotnych, zwłaszcza starych (i często niepełnosprawnych) wzrastają. Coś jest nie tak?
Roztrwaniamy bodaj największy skarb, jaki dostaliśmy w czasie najnowszej naszej historii. Ludzie, którzy odbierają sobie życie, którzy tracą mieszkania, którzy dogorywają samotni w domach opieki, oni wszyscy mają rodziny, sąsiadów, znajomych. Roztrwaniamy solidarność. Ale grillujemy wesoło, piwo się leje strumieniami, budżet rośnie. Wszystkie flagi powiewają na masztach. Coś jest nie tak?

