Kazanie na Dzień Solidarności i Wolności Piątek 31 sierpnia 2018
Od wielu lat piszę w tym dniu o Solidarności, którą kocham i która mnie ukształtowała. Ta z roku 1980 i następne. Czasem muszę szukać jakiegoś motywu, dziś spadł mi prosto z nieba, a w zasadzie z Ukrainy, z Pryłuków koło Czernichowa.
Stamtąd właśnie przyjechała do Polski Inna. Inna nosi takie piękne ukraińskie imię, we wrześniu skończy 28 lat. Ma ośmioletniego syna i kogoś w rodzaju męża, delikatnie mówiąc skurczybyka. Jest szczupła, ładna, mocno znerwicowana. To nie dziwi, skoro mąż ostro popija i czasem jeszcze jej przyłoży. Koleżanki namawiają, żeby go rzuciła, ale Inna jeszcze ma nadzieję. Szukała z nim pracy w Polsce, nie udało się.
W Częstochowie utraciła paszport, nie wie jak. Dotarła do Lublina, bo słyszała, że tu jest ukraiński konsulat, fatycznie jest. Tydzień temu mąż kazał jej chwilkę posiedzieć na ławeczce przy pl. Litewskim, a sam poszedł – rzekomo – do banku. Dotąd nie wrócił. Została sama, bez paszportu, bez pieniędzy, nikogo w Lublinie nie znała. Poszła na dworzec PKP, stamtąd odjeżdżają i przyjeżdżają ukraińskie autobusy pełne jej rodaków. Prosiła o jakąś pomoc, życzyli jej szczęścia. Dobrze życzyli, jak się dzisiaj okazało.
Wczoraj wieczorem Inna przyszła coś zjeść w naszym punkcie pomocy przy 1 Maja w Lublinie. Dostała kolację, chleb, wodę i konserwy na wynos. Konrad zawołał mnie bym z nią pogadał. Miała gdzie spać, więc zaprosiłem ją na spotkanie przed południem. Wtedy opowiedziała wszystko. I wtedy wybuchła Solidarność z Inną.
Kilka osób, które po imieniu wymienię, zadziałało bez słów i zbędnych pytań. Karolina poszła z Inną zrobić zdjęcia do jednorazowego paszportu, umożliwiającego powrót na Ukrainę, po drodze zakupiła grzebień, żeby Inna nie była na oficjalnym zdjęciu całkiem inna (nie wiem czemu dziś dziewczyny nie noszą przy sobie grzebieni czy szczotek, te z r. 1980 zawsze miały takie narzędzia w torebkach). Zadzwoniłem do konsula Ukrainy, zgodził się wystawić tymczasowy paszport od ręki. Opłaciliśmy koszty. Justyna zawiozła Inną do konsulatu, kupiła jej telefon i kartę. Jacek przyniósł pierogi na obiad. Potem Justyna kupiła nową bieliznę a Karolina znalazła jakieś bluzki i spodnie. Zawieźliśmy Inną do domu, gdzie wzięła prysznic, wysuszyła włosy i rozbłysnęła urodą i pogodą oczu. Anton odwiózł ją na autobus, który za 12 godzin zawiezie ją do syna i mamy, do Pryłuków. Właśnie wtedy, gdy czytacie ten wpis.
Ukraińska Inna była w Lublinie przez sześć dni. Zanim trafiła do nas, wziął ją do siebie schorowany i już posunięty w latach Krzysiek. W jego domu nie ma światła, jest zimna woda. Jest jedno łóżko, które na te dni odstąpił Innej. Krzysiek też przychodzi na nasze kolacje, ale serce ma naprawdę Boże. Tak, jak i ci wszyscy, których z imienia dziś opisałem.
Solidarność. To naprawdę działa. Od czasów palestyńskich, z Panem Jezusem w roli głównej, od r. 1980. Działa. Amen.

