Wtorek 24 kwietnia 2018 Kilka miesięcy temu przeczytałem informację o budowanym w Krakowie „Osiedlu dla wierzących”. Zgodnie z zapowiedzią inicjatora, gorliwego katolika, powstało „aby stworzyć przestrzeń dobrych relacji opartych na wierze w Boga” (cyt. za depeszą KAI). Zasmuciła mnie ta inicjatywa. Oby w podobnym duchu nie zaczęto otwierać katolickich stacji benzynowych oraz piwiarni, które wszak także mogą być miejscem tworzenia „dobrych relacji opartych na wierze w Boga” (przy dobrym piwie owe relacje mogą być nawet wylewnie szczere).
Tendencja do odgradzania się od innych, oddzielania, tworzenia wyznaniowych gett jest obca Ewangelii. Pierwsi uczniowie Chrystusa nie zamknęli się w Wieczerniku, przeciwnie, zgodnie z wezwaniem Pana poszli do pogan, niewierzących, do zdemoralizowanych Rzymian. Byli, wedle nauki Ewangelii, solą ziemi i światłem świata.
W wielu miejscach na świecie, także w znanych mi wspólnotach w Polsce (choćby wspólnoty siostry Małgorzaty Chmielewskiej, poznańska „Barka” czy lubelskie „Emaus”), chrześcijanie decydują się mieszkać razem z osobami wykluczonymi, nierzadko dalekimi od wiary i moralności katolickiej. „Przygarniajcie siebie nawzajem” – wzywa Ewangelia – „bo i Chrystus przygarnął was” (Rz 15,7).
Oczywiście, zupełnie inne znaczenie i głęboki sens, mają szkoły i uniwersytety katolickie – o ile przyjmują także niekatolików – a także katolickie szpitale i domy opieki, pod tym samym warunkiem. Działa w nich Chrystusowy duch przygarniania, łączenia, braterstwa.
Przyznam, że z dystansem patrzę także na tzw. chrześcijańskie czy katolickie portale randkowe, w których warunkiem przystąpienia (przynajmniej deklaratywnie) jest „kierowanie się zasadami chrześcijańskimi”, jak czytam na jednym z nich. Niestety znam kilka przypadków tragicznych związków, łącznie z rozwodami, ludzie ci poznawali się właśnie na takich portalach. Św. Paweł w swoich listach chwali kobiety, które trwają w związkach z poganami, ponieważ widzi w nich szansę zbawienia dla swoich mężów. I żartobliwie zapytam, czy któraś z pań wolałaby męża, który gorliwie chodzi na godzinki i gorzkie żale, ale nie bawi się z dziećmi i nie wyrzuca śmieci, czy takiego co te śmieci chętnie wyrzuca a o godzinkach nie słyszał. Gratuluję naturalnie tym paniom, które mają „dwa w jednym”.
Z martwych wstanie, Chrystusa i nasze, daje ogromną moc, największą moc, która wyzwala z lęków, łamie granice, znosi podziały, napawa niezawodną nadzieją i miłością, która „wszystko przetrzyma”.
A do Krakowa, na to osiedle, jak już pojedziecie, to się przygotujcie dobrze. Może tam na bramce wjazdowej stać ministrant w komży i a nuż zacznie was odpytywać z uczynków miłosiernych względem ciała i duszy (znacie?). Inaczej możecie nie wejść…

