ZBAWIENI NA BARABASZA

Poniedziałek 19 marca 2018 Ludzie wokół Jezusa, w Jego ostatnim dniu, są różni. W kim my moglibyśmy się dziś odnaleźć? Oczywiście, najchętniej wśród pozytywnych bohaterów. Może przez wierność, nawet w bardzo niechętnym dla Ewangelii klimacie, widzimy siebie w garstce do końca trwającej przy krzyżu (Jan i Marie). Może w nielicznych współczujących Mu, jak płaczące kobiety i Szymon (jednak przymuszony do solidarności).

Na pewno daleko nam do utożsamienia się z sądzącymi i odrzucającymi Jezusa, arcykapłanami i faryzeuszami. Nie chcemy też być w tłumie, zmiennym w nastrojach, od uwielbienia do wzgardy.

Pasowałaby nam rola Dobrego Łotra, który na zasadzie okazji „last minute”, łapie się na zbawienie. Ale kto wie czy zdążymy z nawróceniem.

W jakimś sensie wielu z nas – proszę wybaczyć śmiałość porównania – podziela przypadek Barabasza. Tak, Barabasza. Nie w sensie popełnienia jakichś bardzo złych czynów. Barabasz doznał łaski ocalenia poprzez łut szczęścia i pomyślny zbieg okoliczności. W słynnym i wartym obejrzenia filmie Richarda Fleischera (ze znakomitą kreacją Anthony Quinna) Barabasz nawet głęboko się nawraca i staje się głosicielem Dobrej Nowiny.

Barabasz uniknął kary, ocalił życie doczesne i być może zyskał to wieczne, przez szereg korzystnych zdarzeń. Sprzyjali mu arcykapłani (z nienawiści do Jezusa), Piłat chciał się pozbyć problemu, tłum też był po jego stronie.

Myślę, że wielu uważających się za chrześcijan liczy, że jakoś im się uda zdobyć zbawienie. Dlatego „na wszelki wypadek” wierzą, tzn. chadzają do kościoła (obowiązkowo na popiół, pasterkę i rezurekcję), mają święte obrazy i krzyże w mieszkaniach i wiedzą kto był papieżem od 1978 r.

Żadna z tych rzeczy nie jest kryterium wiary i do zbawienia konieczna nie jest. Jest też spora grupa takich, którzy wolą – też „na wszelki wypadek” – mieć jakiegoś znajomego księdza, najlepiej biskupa, prałata, w ostateczności wikarego z parafii. Wiadomo, księża są bliżej Boga i zbawienia, więc i my będąc z nimi blisko (nawet na „Ty”), jakoś łapiemy się na strefę zbawienia, a już na pewno jak uda nam się zaprosić takiego zbawiennego duchownego na kolację.

Próba zbawienia „na Barabasza”, nie wiem czy jest skuteczna, na pewno dość powszechna. Pewną drogą zbawienia jest ofiarna miłość, ciągłe przebaczanie aż do śmierci, chleb dawany głodnym i miłosierdzie wobec chorych i samotnych.

Na koniec tego wpisu ostrzegam wszystkich czytelników Itinerarium i znajomych na FB. To, że mnie jakoś znacie daje szansę tylko na jako takie miejsce w czyśćcu. Na pewno rozbawić może Pana Boga, a to już dużo!

 

A był obowiązany uwalniać im jednego na święta> Zawołali więc wszyscy razem: «Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza!» Był on wtrącony do więzienia za jakiś rozruch powstały w mieście i za zabójstwo. Piłat, chcąc uwolnić Jezusa, ponownie przemówił do nich. Lecz oni wołali: «Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!» Zapytał ich po raz trzeci: «Cóż On złego uczynił? Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię». Lecz oni nalegali z wielkim wrzaskiem, domagając się, aby Go ukrzyżowano; i wzmagały się ich krzyki. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił im tego, którego się domagali, a który za rozruch i zabójstwo był wtrącony do więzienia; Jezusa zaś zdał na ich wolę. (Łk 23, 17 – 25)

Itinerarium

Dodaj komentarz