Sobota, 17 marca 2018
Zamieszanie z tożsamością Jezusa, to nie tylko kwestia historii, ale także najważniejszych naszych pytań. Nie chodzi tylko o spór, kim był.
Właściwie – w kręgu chrześcijan – pytanie brzmi: Kim jest? Jeśli jest. W naszych ceremoniach liturgicznych słyszymy: „narodził się”, „żył”, „czynił cuda”, „nauczał”, „umarł na krzyżu”, „zmartwychwstał”. Wszystko w czasie przeszłym. Tak, jakbyśmy słyszeli jedną z wielu historii ludzkich, może z nieco zaskakującą puentą.
A jak się czujemy, kiedy słyszymy: „Jezus mnie prowadzi”, „Jezus mówi mi …”, „Jezus mnie uzdrowił”, „Jezus dał mi pokój serca”. Wszystko to wskazuje, że Jezus jest, teraz.
Rzadko to usłyszymy, ale jest to sednem chrześcijaństwa (często dlatego odrzucanego), że Jezus żyje. Pytania następne są także ważne: Jak? Gdzie?
Żyje jako Pierwszy Człowiek, który poradził sobie ze śmiercią. Umarł, ale nadal żyje. Albo inaczej: umarł, ale powstał z martwych. Powrócił do życia, choć w inny sposób. I tu już pojawia się podejrzenie o przesadę. Za bardzo to kontrowersyjne. Niesamowite.
Żyje w niebie, ale nie poza ziemią. Bo różnice między niebem a ziemią, Bogiem a człowiekiem, „Tam” i „Tu”, już się zatarły. To wszystko jest zawiłe, trudne i trochę dziwne.
Może najlepszą drogą jest prosty eksperyment: „Jezu, który żyjesz…” Spróbuj dalej to kontynuować w czymś, co nazwiesz modlitwą, kontemplacją, refleksją. Nadal będziesz widział i słyszał ludzi, szum samochodów, rytm topniejącego śniegu, głosy z telewizora.
Ten sam problem mieli współcześni Jezusowi, choć nie słyszeli samochodów (ale stada owiec beczących na połoninach), ani telewizorów (ale szmer kupców na wschodnich bazarach). Niektórzy ze współczesnych Jezusowi uwierzyli, że jest Synem Boga, inni uśmiali się i nie poddali dziwnym skojarzeniom.
Niektórzy z nas wierzą, że pomiędzy szumem aut i nudną narracją z telewizora, gdzieś blisko, możemy spotkać Żywego Jezusa, Syna Bożego. Inni nie wierzą.
(wpis z archiwum http://itinerarium.pl/2009/03/27/pomiedzy-szumem-aut-a-telewizyjna-nuda/)

