Czwartek 1 lutego 2018 Rozmawiałem z nim może z pół godziny, właściwie słuchałem i potakiwałem. Człowiek przeszedł dużo, rozwód, rozstanie z rodziną, utratę pracy, kilka lat ostrego picia, zaliczył krótki pobyt w więzieniu. Nie wiedziałem czy mogę jakkolwiek pomóc.
Zadzwonił następnego dnia, podziękował za spotkanie i opowiedział o wizycie u brata. Następny telefon był po kilku dniach, z informacją, że idzie do pracy za najniższą krajową stawkę, mieszka na poddaszu u brata.
Podobnych spotkań i historii mam ostatnio wiele. Coraz lepiej rozumiem, że nie mogę dać komuś domu czy pracy, nie zwrócę rodziny. Mogę tylko jedno. Mogę dać komuś nadzieję. Słuchając i rozumiejąc. A jeśli już ktoś ma nadzieję, wszystko jest możliwe, ona zawieść nie może.

