Łazienka, kuchnia, łóżko, stół, krzesło. To dla nas normalne sprawy. Niedostępne dla wielu naszych sióstr i braci bezdomnych.
Wczoraj wieczorem razem z Konradem, Piotrem i Radkiem, rozwoziliśmy materace i kołdry w miejscach, gdzie nocują lubelscy bezdomni.
Pierwszy adres, jakieś 500 metrów od centrum miasta. On, niespełna 40-latek mieszka ze starszą partnerką w szopie, drewnianej. Szopa to jedno pomieszczenie, trzy na trzy metry, jest zarazem sypialnią, salonem, kuchnią. Łazienką – a w zasadzie ubikacją – jest wszystko poza szopą. Przekazujemy dwa solidne materace, grube, dobrze izolujące od zimna i wilgoci i dwie kołdry.
Drugi adres, może 800 metrów od centrum. W pokoiku na 15 metrach kwadratowych mieszka 3 mężczyzn, jeden na wózku inwalidzkim. Ten ma łóżko, dwaj pozostali kimają na małych krzesłach. Od dziś pośpią na materacach i przykryją się kołdrami. Nie myli się od kilku tygodni. Łazienki i ubikacji nie mamy, zostawiamy materace i kołdry.
Sparaliżowany w połowie Tomek (imię zmienione) wegetuje w opuszczonym budynku, kilometr od centrum. Zajmuje z kolegą jedno pomieszczenie, obok jest drugie, służące za kibel. Nie ma światła, wody, gazu. Ciemno, smród. Zostawiamy materace i kołdry.
Nad rzeką – najwyżej pół kilometra od centrum miasta – są ogródki działkowe. W jednym z domków żyje dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Mamy jeszcze materace i kołdry. Konrad zauważa: „Ta dziewczyna jest młoda, ładna”. Leży na barłogu, nieprzytomna, zapita kompletnie. Pali się mała świeczka.
Materacy (francuskich!) mamy 20, kołder 30 (dzięki Grzegorz!), resztę rozdamy jutro i pojutrze.

