KIEDY SŁUCHAMY EWANGELII NA PRÓŻNO

Środa 18 października 2017 Słyszeliśmy Ewangelię wiele razy, może nawet ją czytaliśmy, niektórzy z nas rozmyślali nad nią. To wszystko jest bardzo dobre, ale – nie miejmy złudzeń – nie czyni nas chrześcijanami.

Chrześcijaństwo jest formą naszego życia i kształtem naszej osoby. I tu chyba ciągle musimy przechodzić szybkie kursy „robienia” Ewangelii. Przychodzimy do kościołów, jesteśmy pouczani i pouczani, rok po roku, przez wiele lat, sami sięgamy po komentarze do Ewangelii, doczytujemy, dyskutujemy. Tak jakbyśmy wciąż byli na jakichś religijnych studiach, które dopiero mają nas przygotować do życia i nie wiadomo kiedy zaczniemy praktykę. Znam takich, co wgryzają się w poszczególne wersety Pisma, wynajdują (to łatwe) sprzeczności, niuanse i stwierdzają: „A widzisz, nie do końca to jest tak …” Pozostaną pewnie na etapie studiów do końca.

Pierwszy ewangeliczny staż odbywamy w relacjach z ludźmi, to nasze codzienne lekcje. Ewangelie zapisały dziesiątki historii niezwykłego szacunku dla godności drugiego człowieka, wyrażanego przez Jezusa i nierozumianego nawet przez Apostołów. Oni chcieli ciskać gromy i zrównywać z ziemią miasta niechętnie ich przyjmujące, Piotr za pomocą miecza zamierzał walczyć o zwycięstwo miłości i dobra (niestety tym fatalnym  tropem poszli później chrześcijanie – żeby wspomnieć tylko wyprawy krzyżowe).

Jezus nie odtrącił żadnego człowieka. Kim są ludzie, którzy do Niego przychodzą? Są chorzy psychicznie, wysłuchuje ich, rozumie. Są trędowaci egzystujący w gettach poza obrębem miast, rozmawia z nimi, współczuje, przywraca zdrowie. Są prostytutki, pozwala, żeby Go dotykały, żadnej nie wysyła do piekła. Są celnicy, mistrzowie korupcji, przemawia do nich, jada z nimi obiady. Są znienawidzeni przez izraelskich współziomków Samarytanie, których stawia za wzór. Ta lista może być dłuższa, każdy jednak z kim spotkał się Jezus, doświadczył uznania swojej godności i szacunku.

Nasze chrześcijaństwo, naśladowanie Chrystusa, weryfikuje się w stosunku do tych ludzi, których codziennie, dziś także, spotykamy. Ktoś zajeżdża nam drogę (może jest niewyspany albo zdenerwowany), a my, chrześcijanie osłuchani z Ewangelią krzyczymy: „Gdzie ty mi się tu wp…, ty ch …”). Wariatami nazywamy tych, co robią więcej niż my, w politykach widzimy samych idiotów; w pismach bliskich – nominalnie – chrześcijaństwu czytam o pedałach, zboczeńcach i wykolejeńcach. Uważamy niektórych ludzi za ćpunów, żuli, zdrajców (bo głosują inaczej), ubeków, wieśniaków, nierobów, degeneratów, ciapatych. Zapewniam was, że to jest towarzystwo Chrystusowe!

Mamy do odrobienia lekcję z uznania – wzorem Chrystusa – godności każdego człowieka. Inaczej słuchanie Ewangelii jest na nic.

 

 

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.