Poniedziałek 16 października 2017 Wisiałem na linie dzwonu trzydzieści dziewięć lat temu, kiedy Karola Wojtyłę wybrano papieżem i rozpoczynała się epoka Jana Pawła II. Dzwon, który kołysałem obwieszczał nowe czasy, choć nikt z nas nie wiedział wtedy co nastąpi dalej. Nastąpiła Solidarność, rozpadł się mur berliński, przyszła wolność w 1989 r., zaczęły się (i trwają) Światowe Dni Młodzieży, świat usłyszał i przyjął (w jakimś stopniu) przesłanie Bożego Miłosierdzia z Łagiewnik.
Dziś obrazy świętego Jana Pawła II wiszą prawie w każdym polskim domu, są ulice, aleje, place z Jego imieniem, szkoły, uniwersytety, instytuty, fundacje.
Nie spełniamy jednak przesłania Jana Pawła II. Liczba pobić Ukraińców (piszę o Lublinie) zatrważa – zwłaszcza, że jedynym powodem było to, że są Ukraińcami. Patrzę na moją Polskę i rodaków i przypominam sobie słowa naszego papieża: „Mamy chrześcijański obowiązek przyjęcia każdego potrzebującego, który puka do naszych drzwi. Ta podstawowa forma ewangelicznej miłości jest też źródłem inspiracji dla niezliczonych programów solidarności dotyczących migrantów i uchodźców we wszystkich częściach świata.” Widzę, jak jesteśmy coraz mocniej podzieleni i wzajemnie sobie wrodzy, to nie jest Polska Jana Pawła II.
Nie piszę tutaj, aby narzekać. Mamy jeszcze dużo do zrobienia. Modlę się o łaskę przebudzenia dla nas Polaków. Trzeba nam spojrzenia miłości, usłyszenia krzyku biednych, wyobraźni miłosierdzia, szerokiego otwarcia drzwi dla Chrystusa. Poniżej zostawiam jeszcze kilka krótkich tekstów Jana Pawła II, niech będą wyzwaniem, przejściem od wspominania Papieża do konkretnej służby.
Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba “wyobraźni miłosierdzia”, aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: “Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! “Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).
Drodzy bracia i siostry, (…) są sprawy w życiu tak doniosłe i tak pilne, że nie cierpią zwłoki i nie wolno ich odkładać na jutro. One muszą być podjęte już dziś. Woła psalmista: “Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: «Nie zatwardzajcie serc waszych»” (Ps 95[94],7-8). “Krzyk biednych” (Hi 34,28) całego świata podnosi się nieustannie z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców, uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas: ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomniani przez najbliższych, przez społeczeństwo, ludzie poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych nałogów. Wielu z nich próbuje nawet ukryć swoją ludzką biedę, ale trzeba umieć ich dostrzec. Są także ludzie cierpiący w szpitalach, dzieci osierocone albo opuszczone przez rodziców czy młodzież przeżywająca trudności i problemy swego wieku.
“Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan. Chrystusowe “dziś” winno zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. “Krzyk i wołanie biednych” domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wzywani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych bowiem miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka.

