Czwartek 31 sierpnia 2017 Pani Urszula usłyszała o czeczeńskiej wdowie, samotnie wychowującej czterech synów. Przyjęła ją jako pomoc stomatologiczną w swoim gabinecie. Dzisiaj duża grupa wolontariuszy zajmie się dziećmi, które nie miały szans na wakacyjny wyjazd z Lublina, będą zabawy, rozmowy, obecność. Wczoraj Jurek, Ania, Monika, Basia i inni nakarmili treściwą zupą blisko 70 bezdomnych. Mogę mnożyć przykłady, które widzę, w których uczestniczę.
Po 37 latach od swojego debiutu, od 31 sierpnia 1980 roku, Polska Solidarność przeniosła się ze sztandarów i ulic do ludzkich serc. Kilka lat temu zaproponowałem jednemu z bardzo ważnych przywódców Związku Zawodowego „Solidarność” zawiązanie funduszu wspierającego zdolną ale ubogą młodzież. Pan się zdziwił i tłumaczył mi, że „Solidarność” się takimi sprawami nie zajmuje, że właśnie w dwóch zakładach działacze związku mają kłopoty, chcą im odebrać etaty. Pan przywódca miał znaczek „Solidarności” w klapie, był bardzo dobrze odżywiony. Ale w tym panu solidarność dawno umarła, pozostała tylko pusta etykieta „Solidarności”.
Dostaliśmy, my Polacy, wielki dar od Boga, solidarność. Dar i zadanie. Po tym jesteśmy rozpoznawani na całej ziemi, wielokrotnie tego doświadczałem w różnych zakątkach świata.
Strzeżmy tego daru w naszych sercach, niech z niego rodzą się twarde fakty miłości, czas dla innych, chleb dla głodnych, praca dla uchodźców, listy do więźniów, wysłuchanie nieuleczalnie chorych. Solidarność przeniosła się ze sztandarów i plakietek do polskich serc.
A jak przyjdzie pora może znowu trzeba będzie „zwalać pomniki i zrywać bruk” (z „Murów”, hymnu Solidarności).

