ZIMNA WODA RANO DLA MIŁOŚCI POLSKI

Kazanie na Święto Niepodległości Piątek 11 listopada 2016 Nie mam nic przeciwko patriotyzmowi marszowemu, który od kilku lat dominuje w sposobie wyrażania miłości do Ojczyzny. Ruch na świeżym powietrzu sprzyja zdrowiu i poprawie kondycji, Ojczyźnie też nie zaszkodzi. Nudna jest za to licytacja ilu maszerujących szło w jakim spacerze i co przy okazji wykrzykiwano.

Polski nie buduje się marszami i okrzykami, ale czynami. W maju 1820 roku, na Uniwersytecie w Wilnie, Tomasz Zan założył Towarzystwo Przyjaciół Pożytecznej Zabawy, zresztą szybko, bo po niespełna miesiącu, rozwiązane przez carską policję. Członkowie owego towarzystwa zwali siebie wzajemnie promienistymi, a to w związku z promionkiem. Promionek, wedle zamysłu Zana, to była jakakolwiek, drobna nawet, ale koniecznie świadoma i dobra rzecz, czyniona każdego dnia. Kto wysyłał takiego promionka, przyczyniał się do kumulacji dobra w jakimś wielkim rezerwuarze, z którego inni mogli potem czerpać. Zan sugerował, że dzień bez wypuszczenia promionka jest dniem straconym. Promionkiem mogły być odwiedziny chorego, pomoc koledze słabszemu z jakiegoś przedmiotu, podzielenie się kanapką, ale także nauka posługiwania się szablą (nawet drewnianą) czy modlitwa za Patrię, ojczyznę. Jednym z warunków przynależności do Towarzystwa była deklaracja codziennego wysyłania promionka. Promieniści stanowili w Powstaniu Listopadowym (1830 – 1831) poważną siłę w szeregach Polaków walczących o niepodległość.

Eleuteroi laon soterei! W dowolnym, ale dość poprawnym tłumaczeniu oznacza to: Tylko wolni mogą być wyzwolicielami ludów! Takie hasło przyświecało członkom „Eleusis”, młodzieżowej organizacji działającej na początku ubiegłego wieku m.in. w Krakowie, Lublinie, Lwowie i Wilnie. Wyrósł z niej m.in. Andrzej Małkowski, późniejszy założyciel polskiego harcerstwa, a także Stanisław Pigoń, Tadeusz Strumiłło oraz wielu znakomitych legionistów Piłsudskiego. Aby nieść wolność innym, młodzi elsowie (i elsice), członkowie Eleusis, najpierw pracowali nad swoją wolnością. Ślubowali i realizowali poczwórną abstynencję – od papierosów, alkoholu, hazardu i rozpusty, w ciągu roku musieli przeczytać całe Pismo Święte i dzieła Norwida. Każdy els i elsica zobowiązywali się do wstawania o piątej rano, mycia się zimną wodą i zdobywaniu umiejętności celnego strzelania.

Wspominam te mało znane ruchy i historie, bo Polskę budują czyny, najpierw te we własnym życiu a dalej te podejmowane dla innych. Dzisiaj wieczorem siedmiu, może ośmiu wolontariuszy nakarmi w Lublinie blisko 70 bezdomnych, rozdadzą im trochę ciepłych kurtek, niektórym opatrzą rany. Piszę o tym, bo Polskę nadal trzeba kochać i budować. Czynami.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.