Sobota Wielkanocna 26 kwietnia 2014
Niedowierzającym apostołom Jezus kazał się dotykać po swoim zmartwychwstaniu (o czym poniżej w cytacie), a Tomaszowi doradzał, by włożył palce w miejsce ran (o tym będzie w Ewangelii jutro). Wczoraj stawiałem sobie pytanie czy my jeszcze ze sobą rozmawiamy, dziś mam wątpliwość czy się jeszcze dotykamy.
Taka epoka, że mamy coraz więcej prób wyeliminowania dotyku. Mamy już telefony bezdotykowe, myjnie bezdotykowe, „bezdotykowe i superwydajne lampki sensoryczne” i bezdotykowe kosze na śmieci. W gruncie rzeczy telefonów bezdotykowych nie da się obsługiwać bez dotyku, ale dotyk dziś jest passe. Mnożą się też przedmioty bezprzewodowe, są już takie słuchawki, głośniki, mikrofony, czajniki i rzecz jasna telefony. Mój dumny czajnik bezprzewodowy ma jednak przewód.
Redukcja dotyku dotknęła liturgię i na przestrzeni lat z biblijnego pocałunku pokoju (muśnięcie policzkami) pozostał nam nerwowy tik („kiwaczek”), kiedy po „Przekażcie sobie znak pokoju” kręcimy wkoło głową coś tam bąkając i mrucząc. Zapewne i niektórzy z was uczestniczyli w liturgiach w krajach południowych, gdzie dość naturalnie wszyscy przy znaku pokoju obejmują się („misiaczek”), muskają policzkami i serdecznie życzą. W niektórych polskich parafiach przyjęło się już podanie dłoni. Zupełnie prawie nie stosujemy błogosławieństwa przez włożenie dłoni na głowę. W ogóle w kościołach istnieje ogromna „przestrzeń nietykalności”, w zasadzie kapłan nie dotyka wiernych (poza sakramentami związanymi z namaszczaniem) i wierni nie dotykają siebie nawzajem. Obawiam się, że gdyby doszło do dotyku, duża część wierzących czułaby się dotknięta.
Czasem czuję jeszcze na czole ręce mojej babci i mamy, które kreśliły na moim czole krzyżyki, przed maturą, przed wyjazdem z domu i przed pierwszym lotem. Dotykały i znaczyły krzyżem na znak bliskości i miłości.
Dobrze pamiętam czasy, kiedy przy powitaniu nie tylko podawano sobie dłonie, ale wskazane było wykonanie „uścisku” (jakieś trzy sekundy) lub nawet „potrząśnięcie ręki”, czyli kilkunastosekundowy rytuał trzymania dłoni. Zanika gest kładzenia ręki na czyimś ramieniu, przyjacielskiego objęcia, przytulania głów i mierzwienia włosów przy głaskaniu. Znajoma prowadząca spotkania dla małżeństw w kryzysie, doradzała żonom, aby nigdy w sytuacjach intymnych nie godziły się na „dwuminutowy program” ze strony męża. Mamy dziś całkiem sympatyczne gesty „przybij piątkę” i „żółwika”, ale w gruncie rzeczy ograniczają one czas i przestrzeń dotyku.
Czemu Jezus prosił uczniów, żeby dotknęli Jego ciała i ran po zmartwychwstaniu? W scenie stworzenia człowieka (Rdz 2,4-7), Bóg lepi go z gliny, dotyk Boga jest aktem powołania do istnienia człowieka. W czasie swojej działalności Jezus wielokrotnie dotyka chromych, ślepych i chorych. Dotyka. Dotyk jest mocną formą solidarności i bliskości. A Bóg chciał być i bliski i solidarny z nami.
Czy my się jeszcze dotykamy? Coraz mniej i słabiej i coraz słabiej i wątlej wierzymy w nasze z martwych wstanie.
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich.
(Łk 24, 36 – 43)


23 responses to KIEDY DOTYKASZ MNE I JA CIEBIE