O przekraczaniu granic

Kapuściński pisał, że aby wyruszyć w podróż, trzeba przekroczyć granicę. Bynajmniej chodzi tutaj o przekroczenie granicy w sensie przejść/przejechać przez przejście graniczne, byłoby to za bardzo oczywiste. Granicę w takim ujęciu wydaje się akurat stosunkowo łatwa do przekroczenia w dzisiejszych czasach, wystarczy wsiąść w samochód/pociąg/samolot/barkę i przekroczenie dokonuje się tak naprawdę samo, nawet nie zawsze będziemy proszeni o paszport. Problem jest z przekroczeniem granicy naszych własnych obaw, ograniczeń i pewnej dawki „inności”, którą możemy otrzymać wyruszając w podróż. Inności płynącej od „innego”, obcego człowieka.

Z doświadczenia wiem, że warto czasem podjąć ryzyko. I uważam, że nawet warto podejmować takie ryzyko jeszcze częściej. Ryzyko opłaca się pod wieloma względami: walory estetyczne miejsca do którego podróżujemy, poznanie ludzi i wiele historii życia, o których pewnie w żaden inny sposób byśmy się nie dowiedzieli, odpoczynek i czas poświęcony rodzinie. Każdy, kto choć raz wybrał się w podróż wie, że taka decyzja przynosi wiele nowych doświadczeń, które zapewne w najmniej oczekiwanym momencie będzie można wykorzystać.

Dziś chciałbym się podzielić jednym takim doświadczeniem osobistym, z podróżowaniem oczywiście związanym. Otóż paradoksalnie takie mam wrażenie, że równie ważne jak przekraczanie granic przed wyjazdem, jest w podróżowaniu powracanie do miejsca, z którego się w podróż wyruszyło, do domu. Uświadamianie sobie gdzie jest tak naprawdę mój dom. Rodzina. Przyjaciele. I to przy powracaniu właśnie utwierdzam się, że odległość tak naprawdę nie ma znaczenia, ani czas nieobecności, bo to, co najważniejsze, przetrwa. Przyjaźń, więzy rodzinne i wspomnienia. To przetrwa.

Dla tego warto wracać. Warto też przekroczyć granicę i wyruszyć w podróż…

 

Jakub Kołodyński

* Sam fakt pojawienia się dziś Zapisek świadczy o tym, że będą się pojawiały w miarę możliwości regularnie, gdyż samolot do Pekinu doleciał bezpiecznie.

** A za miłe słowa przy „przypadkowych” spotkaniach i zapoznaniach w Lublinie serdecznie dziękuję.

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , ,

Comments are closed.