MLECZKO PROSZĘ!

Pewien poeta miewał nocne odjazdy po zbyt mocnych poufałościach z alkoholem. Poeta już nie żyje, ale od niedawna, więc darujmy sobie personalia. Tuż przed Adwentem, pozwalam sobie – dziś i jutro – sprawy mniejszej może wagi poruszyć.

Zdarzało mu się zabalować do późnej nocy, a nawet wczesnego ranka, a potem były próby powrotu do domu. Nie tak łatwo zmęczonemu twórcy trafić od razu we właściwe drzwi. Trafiał często piętro wyżej albo dwa piętra niżej, zawzięcie dzwonił lub pukał w przekonaniu, że żona nie słyszy. Kiedy jednak w drzwiach pojawiała się sąsiadka albo zupełnie nieznana osoba, pan poeta natychmiast sięgał po butelkę mleka, stojącego na wycieraczce i z całkiem poważną miną oświadczał:

– Mleczko proszę! Świeżutkie!

I to zwykle rozbrajało przebudzonych w nocy sąsiadów, dziękowali za mleczko i było po sprawie. Nadmieniam, że kiedyś nie tylko poeci wiedzieli, jak z taktem wyjść z głupiej sytuacji.

Na koniec kilka uwag dla młodszych czytelników. Skąd mleczko na wycieraczce? Młodzieży droga, w ubiegłym wieku (i tysiącleciu), zaraz po godzinie czwartej rano mleko było roznoszone pod drzwi mieszkań w blokach, przez specjalnych panów. Wcześniej oczywiście trzeba było opłacić miesięczny abonament. A skąd mleczko w butelce? W ubiegłym wieku mleko było rozlewane tylko (!) do butelek, zresztą o specjalnym kształcie, zaklejanych od góry „sreberkiem”, czyli cieniutkim celofanem (albo czymś takim). Opróżnione butelki należało najpierw umyć, a potem wystawić na wycieraczkę. Umyć taką butelkę, to też była sztuka. Istniała specjalna szczotka-myjka, którą należało wyczyścić butelkę. Przyznaję, że chyba ani razu nie udało mi się zrobić tego dokładnie.

I jeszcze jedno pojęcie. Poeta. Ale to chyba już znajdziecie w Wikipedii.

Itinerarium , , , , , ,

Comments are closed.