Relację z aukcji koni (Dni Konia Arabskiego 2010), można było śledzić na żywo w Internecie, dzięki portalowi „Świat Koni”. Chyba nadal można, jak kogoś interesuje los świetnych polskich arabów.
Coraz częściej różne media (TV, radio, Internet), proponują nam relacje „na żywo” lub „on-line”. W ten sposób można oglądać mecze, koncerty, nawet msze święte (w komórkach), aktualnie kilka pielgrzymek idących na Jasną Górę. Dzięki transmisjom „na żywo” podgląda się życie bocianów w paru gniazdach i chętnych nie brakuje. Takie mamy czasy, że to, co ważne musi mieć także wersję „na żywo”.
Naturalnie jest to pic i hucpa, bo i tak pozostajemy poza transmitowanym wydarzeniem, a „na żywo” daje jedynie złudne poczucie uczestnictwa. Koń na żywo i koń „na żywo” w Internecie to dwa światy, których nijak nie zbliży żaden (żadna) on-line. Trzepot bocianich skrzydeł nad głową (jeszcze latają, sposobiąc się do odlotu), to cud w porównaniu z miniaturką na ekranie monitora.
Wszystkim życzę jak najwięcej doświadczeń na żywo, oglądania boćków na niebie, dotykania już dojrzewających kasztanów, muskania chabrów gęsto porastających miedze polne i spacerów w porannym chłodzie. Na żywo. Wszelkie media (poza Medią, dawnym państwem w środkowej Azji) jak wskazuje nazwa, są jedynie pośrednikiem, „między”, przekazem – uproszczonym i spłaszczonym, nawet mimo techniki 3D – rzeczywistości, jakąś zniekształconą jej formą.
A na żywo są drzewa, powietrze, lasy, ptaki, kwiaty i żaby. Na żywo są ludzie, spotkania, rozmowy. Można to wszystko zrobić „on-line”, ale to żadna atrakcja. Światu on-line opiera się na szczęście Pan Bóg, oby jak najdłużej.

