ZIELONYM DO GÓRY

Zachwycam się ostatnio wszelkimi zieleniami, które wybujałe i soczyste, rozpanoszyły się na drzewach, trawnikach, łąkach, a nawet w maleńkich przerwach na betonowych podwórkach.

Znawcy od zdrowych oczu radzą, by jak najczęściej dawać im odpoczynek spoglądając długo na zielenie. Kto wie czy nie jest to najzdrowszy kolor. Nie tylko nadzieja kryje się w zieleni, ale także jakaś pełnia, wielkie natężenie życia i najgłębszy spokój.

Mnie urzeka w zieleniach jeszcze bezmierność, harmonia i miękkość, tak różna od chropowatości asfaltu, betonu, kamienia i metalu. W starym kawale o milicjantach (poprzednicy dzielnych naszych policjantów), facet idzie obok wysokiego muru, zza którego słyszy miarową komendę: „Zielonym do góry! Zielonym do góry!”. Zaciekawiony zagląda przez szparę w murze i widzi, że milicjanci na komendę dowódcy … sadzą drzewka! Zielenie to radość, choć bez konieczności złośliwych komentarzy.

Nie wiem czemu, ale zielenie kojarzą mi się także z Duchem Świętym, choć żaden ze znanych mi symboli Ducha, z zielenią nie ma nic wspólnego – ogień, woda, gołąbek czy promienie. Może działa tu proste przełożenie: Duch, życie, zieleń. I jeszcze stara piosenka Bułata Okudżawy: „Panie Zielonooki…”. To ostatnie skojarzenie wydaje mi się nawet wielce trafne, jeśli Bóg ma jakiś kolor oczu, to stawiam na zielony!

I pewnie to jest powód, dla którego zieleń jest niezbitym dowodem na bardzo bliską obecność Boga.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Comments are closed.