Jest w nas moc i skłonność do odrzucania ludzi i Boga. I nie mam na myśli jakiegoś wyproszenia za drzwi czy prostego „Ja w Ciebie nie wierzę!”
Bóg jest daleki od nachalności – „Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy wejdę do niego …” (Apokalipsa), z ludźmi gorzej, choć i tak nie wejdą dalej, niźli jesteśmy gotowi im na to pozwolić. Dlaczego odrzucamy Boga, dlaczego ludzi?
Sedno w obydwu przypadkach jest takie samo. Trochę przypomina to niechęć dzieci do wtrącania się w ich zabawy przez dorosłych. Dorośli, w opinii dzieci, psują im zabawę. I my mamy swoją zabawę w życie i zbawienie. Są nam potrzebni ludzie i Bóg, ale na zasadach określonych przez nas. Jeżeli jednak odkrywamy, że zarówno ludzie jak i Bóg, nie podporządkowują się naszym oczekiwaniom, zamykamy drzwi, te najbardziej wewnętrzne. Nie jest to kwestia nagannego moralnie egoizmu, ale znacznie głębszego lęku przed – wyobrażonym – zagrożeniem. Bóg, ale także inni ludzie, wprowadzają nowość i niepewność, ryzyko i napięcie. Jeśli realnie wejdziemy w rezonans z Innym (Bóg, drugi człowiek), zadrży nasze „ja”, jakoś już ukształtowane i stworzone przez nas. Stąd, wolimy uratować byle jakie dotychczasowe „ja”, niźli zaryzykować nowe, ale obarczone ryzykiem niepewności, nieznane „ja”, wyłonione w głębokiej reakcji z Innym.
Myślę, że w tzw. normalnej religijności, gdzie kult i moralność nie dopuszczają nawet pytań o dyfuzję Bożego istnienia z naszym życiem, nie powstaje problem przyjęcia – odrzucenia Boga. Podobnie, w naskórkowych relacjach z ludźmi (a takie dominują), ani ich nie wpuszczamy w swój „najskrytszy ogród” ani ich stamtąd nie wyrzucamy. Zresztą, najprawdopodobniej trafi się może jeden człowiek, wobec którego pojawi się myśl o ryzyku totalnego zaufania i ewentualności zjednoczenia na najgłębszym poziomie. I chyba, co dziwne, niekoniecznie dotyczy to małżeństwa, częściej przyjaźni, duchowej miłości czy jakiejś mistycznej unii osobowości. Podobnie z Panem Bogiem, pragnienie otwarcia się na Niego, to jakaś jedna czy druga sytuacja, jakby szansa, przebłysk, potem wszystko wraca do nudnej oczywistości oddalenia.
Stoimy jednak twardo na ziemi. Wiemy, że lepszy wróbel w garści, niźli gołąbek na dachu, nawet jak ten gołąbek to sam Święty Duch.
LITURGIA SŁOWA
(Rdz 37,3-4.12-13a.17b-28)
Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać. Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: Wiesz, że bracia twoi pasą trzodę w Sychem. Chcę cię więc posłać do nich. Józef zatem udał się za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain. Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: Oto nadchodzi ten, który miewa sny! Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów! Gdy to usłyszał Ruben, [postanowił] ocalić go z ich rąk; rzekł więc: Nie zabijajmy go! I mówił Ruben do nich: Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi. Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego. Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu. Gdy Józef przybył do swych braci, oni zdarli z niego jego odzienie – długą szatę z rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili do studni: studnia ta była pusta, pozbawiona wody. Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swych braci: Cóż nam przyjdzie z tego, gdy zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom! Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem! I usłuchali go bracia. I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali go Izmaelitom za dwadzieścia [sztuk] srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.
(Ps 105,16-21)
REFREN: Wspomnijcie cuda, które Pan Bóg zdziałał
Pan przywołał głód na ziemię
i odebrał cały zapas chleba.
Wysłał przed nimi męża:
Józefa, którego sprzedano w niewolę.
Kajdanami ścisnęli mu nogi,
jego kark zakuto w żelazo,
aż się spełniła jego przepowiednia
i poświadczyło ją Słowo Pana.
Król posłał aby go uwolnić,
wyzwolił go władca ludów
Ustanowił go panem nad swoim domem,
władcą nad całą swą posiadłością.
(J 3,16)
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.
(Mt 21,33-43.45-46)
Jezus powiedział do Arcykapłanów i starszych ludu: Posłuchajcie innej przypowieści! Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami? Rzekli Mu: Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze. Jezus im rzekł: Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.

