Pewnie wasze choinki posmutniały, odarte z cukierków i igiełek. Daleko już od świąt.
W stylu kataryniarza przypomnę, że nie święta (jakkolwiek wystawne), ale Bóg daje szczęście i poczucie głębokiego sensu. Najpewniej jest tak, w sytuacji wielu z nas, że Bogiem zajmujemy się tylko na klika dni przed jednymi czy drugimi świętami. W pozostałe dni, to Bóg zajmuje się nami. W święta, mocniejsza porcja emocji sprzyja przynajmniej myśleniu o Bogu, co jednak jeszcze nie musi tworzyć jakiejś więzi z Nim. Ateista także myśli o Bogu, myśląc, że Go nie ma.
Więź z Bogiem, dająca i sens i szczęście, tworzy się między innymi przez wprowadzanie Boga w sedno naszego życia. Ponieważ życie ma tempo, nawet skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że coraz większe, potrzebujemy „odnawiania przymierza” z Bogiem. Biblia opisuje wiele takich Przymierzy, najpierw to w raju, potem z Noem, z Abrahamem, z Mojżeszem i to po powrocie z niewoli babilońskiej. I to my, nie Bóg, potrzebujemy odnowienia przymierza. Bóg w swojej życzliwości i miłości jest niezmienny albo coraz bardziej hojny. Z naszej strony spełnić musimy jeden warunek: „Będziesz miłował całym swoim sercem, całą swoją duszą, ze wszystkich myśli i sił swoich”.
Każdy z nas powinien mieć swoją osobista metodę odnawiania przymierza z Bogiem, nawet codziennie. Dla kogoś może to być znak krzyża, wykonany z głębokim namysłem i zaangażowaniem całego ciała, kiedy w jednym geście wskazujemy na Ojca, który nas stworzył (dłoń na czole), Syna, który nas odkupił (dłoń na sercu) i Ducha, który nieustannie nas uświęca (ramiona). Jednocześnie w tym geście oddajemy Bogu umysł, serce i siły, na co wskazują miejsca, gdzie wędruje dłoń, gdy się żegnamy. Dla innego, może to być odmówienie jakiegoś ulubionego psalmu, w którym da się zawrzeć całe nasze pokorne oddanie Bogu, polecam psalm 139: „Przenikasz i znasz mnie Panie, Ty wiesz kiedy siedzę i wstaję, Ty utkałeś mnie w łonie mojej matki…” Jeszcze dla kogoś innego może to się dokonywać w prostej modlitwie Anioł Pański, kiedy w trzech odsłonach przyglądamy się całej tajemnicy zbawienia: inicjatywa Boga („Anioł Pański zwiastował…”), odpowiedzi człowieka („Oto ja, służebnica Pańska”) i cudownemu owocowi spotkania Boga i człowieka („A Słowo ciałem się stało”).
Tym, którzy mieszkają w Lublinie, polecam najkrótszą i najprostszą formę codziennego odnawiania przymierza z Bogiem. Z tym, że trzeba przejść obok kościoła Świętego Ducha. Na kopule kościoła (od strony ratusza) znajduje się, prawie od 600 lat, ryngraf (na dodatek wirujący) z medalionem uśmiechniętej Matki Bożej Dobrej Rady. Przechodząc wystarczy spojrzeć na ryngraf i westchnąć dowolnie do Niej. A wtedy, jak głosi wieść stara, „jedno westchnienie ku Maryi wszystkie pacierze zastępuje i mnogość łask na wzdychającego sprowadza”.
To w Lublinie mamy łatwo, ale może w innych miastach też jakoweś ryngrafy się ostały.

