Czas bardziej podniosłej atmosfery, wyczarowanej bombkami, choinką, prezentami i kolędami mamy już za sobą.
Po Świętach już jest, nawet śpiewanie kolęd po święcie Chrztu Pańskiego jest trochę nielegalne, bo liturgiści nakazują, by od dzisiaj było już „normalnie”, czyli pieśni z okresu zwykłego. W brewiarzu otwieram dziś tom trzeci, w którym zaczynam czytać dość nudne passusy z Syracydesa.
Czy te Święta były udane? Tak, jeżeli jesteś bardziej szczęśliwy niż przed nimi. Bardzo prosty, ale prawdziwy test. Zastosuj i już wiesz.
Najlepsza polska książka o szczęściu (ale to nie poradnik „Jak być szczęśliwym”!), powstawała w dość szczególnych okolicznościach. Piękna rzecz „O szczęściu”, autorstwa Władysława Tatarkiewicza, miała początkowo mieć nie więcej niż 200 stron i była w zasadzie ukończona w sierpniu 1939 roku. „Ale przyszedł wrzesień i przyniósł nowy materiał; trzeba było dodać rozdział Cierpienia…” – pisze autor – „ I aż do 1943 r. powstawały nowe rozdziały. Książka została w tych latach wojny powiększona prawie w dwójnasób…” Co więcej, profesor Tatarkiewicz sam się dziwi poniekąd okolicznościom powstania dzieła. „Wydawać się może dziwne, że praca o szczęściu pisana była w czasach, gdy ludzi spotykały największe nieszczęścia. A jednak jest to zrozumiałe: bo w nieszczęściu więcej się myśli o szczęściu, niż w szczęściu. I łatwiej znosi się złą rzeczywistość, gdy się od niej myślą do lepszej odbiega.”
Książka w ogóle mogła nie ujrzeć światła dziennego. Znów wrócę do słów Autora. „Podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r. zdołałem odebrać rękopis z podpalonego domu. W drodze do pruszkowskiego obozu odebrał mi go oficer niemiecki, zrewidowawszy walizkę. Praca naukowa? To już niepotrzebne – krzyczał – nie ma już polskiej kultury. Es gibt keine polnische Kultur mehr. I wrzucił rękopis do rynsztoka. Zaryzykowałem i podniosłem – w ten sposób praca się uratowała. Natomiast zbierane do niej przez dziesiątki lat materiały spłonęły wraz z domem warszawskim (…) Nie ma tych ludzi, jak nie ma domów, w których książka była pisana i czytana”.
Piękna to historia jak i książka piękna, choć nie polecam jej nikomu, kto chce szukać odpowiedzi na pytanie „Jak być szczęśliwym?” Podobnie jak miłośnikom tortów nie radzę, aby czytali podręczniki o sztuce tworzenia tegoż smakołyku. Idźcie raczej do dobrej cukierni i skosztujcie.
Jeżeli odczuwacie dyskomfort, jakiś brak szczęścia, to przede wszystkim proszę sobie wyobrazić szczęście i pomarzyć o nim. Boże Narodzenie nie trzyma się kalendarza, hula sobie po marcu, sierpniu i listopadzie. Zdarza się w Walentynki, Dzień Babci i ostatni dzień lata. Mam wrażenie, że najrzadziej w czasie Świąt Bożego Narodzenia i w Wigilię. Boże Narodzenie, a wraz z nim i szczęście, przychodzi w chwilach zwykłych, normalnych, powszednich, byle jakich i absolutnie nieciekawych. Zdarza się we śnie, zdarza się przy wspólnym śniadaniu, podczas spaceru, w momencie namiętnego pocałunku, w trakcie lepienia bałwana i nabijania robaka na haczyk. Może najbardziej w chwilach uważanych przez nas za nudne, brzydkie i wielce nieszczęśliwe.

